piątek, 9 maja 2014

PROJEKT DENKO: marzec 2013

Miało być dawno, dawno temu, a jest dopiero teraz, gdyż podczas rekonwalescencji w domu po wyrwaniu ósemki (zdecydowanie nie polecam) zajęłam się porządkami w szafie, zamiast w kosmetyczce. Efekty są takie, że drzwi do rzeczonego mebla w końcu się zamykają, jest przejrzyściej i przestronniej. I like it! Ale i wciąż tak mam wszystkiego więcej, niż przeciętny obywatel ;-) Coby się pozbyć chociaż części, zapraszam was na opóźniony (ostatnio u mnie w modzie) marcowy Projekt Denko!


1.  Domowe Recepty, Nawilżający balsam do włosów cienkich i osłabionych - duża, bo aż 450 ml butla odżywki z prostym, krótkim składem bez silikonów i podejrzanych konserwantów za niewielką cenę. Moje włosy są cienkie i może już nie tak bardzo osłabione, ale dobrym nawilżeniem nie pogardzą, a ten balsam niestety kiepsko sobie z tym radził. Troszkę wygładzał, odrobinę odżywiał, ale zdecydowanie było to za mało, żebym pomyślała o repecie. Zapach też mi nie pasował.

2. Balea, Professional, Blond Shampoo - powiem wam szczerze, że po zużyciu całej tubki, dalej nie mam jakiegoś konkretnego zdania na temat takiego szamponu. Niby nie był zły, poprawiał kolor moich farbowanych na blond włosów, ale czasami miałam po nim sztywne włosy na czubku głowy i jakby niedomyte... Nie wiem, czy do niego wrócę, może skuszę się na wypróbowanie innego szamponu z Balea Proffesional.

3.  Balea, Professional, Blond Spulung - równie rzadka i przez to niewydajna jak ta z serii Oil Repair, starczyła mi na niecałe 3 tygodnie. Nawilżała i wygładzała włosy w dostatecznym stopniu, ale rewelacji nie było, za to pachniała jak szamponetki którymi dawno, dawno temu farbowałam włosy, ale nie wiedzieć czemu, bardzo lubię ten zapach. Nie wiem, czy kupię ponownie.

4. Alverde, 2-Phasen-Sprühkur, Aloe Vera Hibiskus - na początku spisywała się bardzo dobrze, ale pod koniec chyba zostało więcej fazy olejowej, bo zaczęła przetłuszczać włosy. Raczej po nią więcej nie sięgnę, ze względu na zawartość tego nieszczęsnego alkoholu, poza tym irytowała mnie zacinająca się pompka, chociaż widziałam, że teraz są w innych buteleczkach.

5. Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond - odebrałam ją jako nagrodę za punkty w SuperPharm, więc aż tak bardzo nie ma co płakać, ale pluję sobie w brodę, że nie zdecydowałam się na sprawdzoną wersję z olejami, bo ta była tragiczna. Kolejna maseczka Biovaxa, która okazała się być bardzo przeciętnym produktem. Włosy po niej były totalnie przylizane i błyszczące, a mnie taki efekt kompletnie nie satysfakcjonuje. Zero tytułowej regeneracji, zapach sztuczny i męczący na dłuższą metę, musiałam wiązać włosy następnego dnia, żeby go nie czuć, bo mnie drażnił. Niewydajna, starczyła mi na 4 szalone użycia. Nie polecam, ja już więcej nie zakupię masek tej firmy, gdyż nie są tego warte.


6. Sanoflore, Jedwabisty żel pod prysznic ze zmiękczającym ekstraktem z Wanilii Bio - no cóż, jak dla mnie to zwykły żel z SLSami za duże pieniądze. Dostałam od koleżanki końcówkę, gdzieś tak z centymetr na dnie i potestowałam przez tydzień, gdyż strasznie byłam ciekawa zapachu, ale okazało się, że nie ma w nim specjalnego czy zachwycającego. Moim zdaniem, nie ma co przepłacać za żele pod prysznic ;-)

7. Galenic, Argane, Krem odżywczo-regenerujący do rąk i paznokci - chyba najgorszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam. Kompletnie nic nie odżywiał ani nie nawilżał, wręcz po chwili od aplikacji ręce były jeszcze bardziej szorstkie niż przed. A fe, co za bubel! Nigdy, nigdy, przenigdy więcej.

8.  NUXE, Body, 24-godzinny nawilżający balsam do ciała - mmm, ten zapach! Ciepły, otulający migdał z delikatnym kwiatowym akcentem. Kocham, kocham, kocham. A działanie w niczym mu nie ustępuję, porządnie nawilża i nie zostawia tłustej warstwy. Wywaliłabym ze składu silikony, ale i tak nie jest źle przy tej ilości naturalnych olei. Cena wysoka, ale pewnie kupię ponownie w celu rozpieszczania samej siebie ;-)

9. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa - fanką płynów micelarnych nie zostałam, więc zużyłam go jako tonik. Wolę spienić żel, chwilkę poczekać i delikatnie zmyć pianę, bez tego całego pocierania. Poza tym, nie wyobrażam sobie mycia bez wody. To moja druga butelka, przy pierwszej pisałam wam, że po jego użyciu wystąpiło zaczerwienienie, teraz na szczęście wszystko było cacy. Mam jeszcze dwie butelki kupione w przypływie szaleństwa, które zużyję, ale więcej nie kupię.

10.  Baikal Herbals, Pianka do mycia twarzy do wszystkich typów skóry - wydajna, praktycznie bezzapachowa, dobrze i delikatnie oczyszczała bez uczucia ściągnięcia. Nie radzi sobie z makijażem, ale u mnie idealnie sprawowała się przy porannym myciu. Do tego delikatny i naturalny skład oraz niska cena mówią, że na pewno kiedyś jeszcze się spotkamy.

11. Joanna Sensual z ekstraktem z rumianku - nie był to bubel, ale zdecydowanie wolę żele Venus, tworzą gęstszą pianę, są wydajniejsze i mają ciekawsze zapachy. Nie skuszę się więcej.


12. Hotelowe kulki do kąpieli - ja za wanną nie przepadam, więc leżały dłuższy czas dwie sierotki, aż się rozchorowałam i zaległam w gorącej kąpieli. Były niezłe, ale ani mi takie cuda potrzebne, ani się ich normalnie kupić nie da.

13. Ahava, krem do rąk z minerałami z Morza Martwego - po jego użyciu miałam wrażenie jakby moje ręce były pokryte solidną warstewką silikonów i jednocześnie mega wygładzone. Nic specjalnego nie robił, ale używało się go całkiem przyjemnie. Kupiłam ostatnio zestaw miniaturek Ahavy na promocji -70% z tym kremikiem, ale więcej raczej się nie skuszę, tym bardziej w regularnej cenie.

14. Biosilk Treat, Silk Filler - nie zauważyłam jakiegoś specjalnego działania, ot taki psikacz przed czesaniem. Skład nie najgorszy, ale niewart moim zdaniem swojej ceny. Nie kupię więcej.

15. Nuxe, Nawilżajacy sztyft do ust - był ok, ale bez rewelacji, daleko mu do masełka z tej samej serii czy pomadki Alterry. Szkoda też, że 1/4 produktu trzeba wygrzebywać z opakowania. Mam jeszcze duopack w zapasach, ale więcej się raczej nie skuszę.

16. Clarins, Daily energizer cream-gel - odziedziczyłam po koleżance 1/3 opakowania, szybko się skończył, bo dużo go nie było. Lekko nawilżał i matowił, dobrze się wchłaniał przy mojej tłustej cerze. Ale cudownych właściwości nie miał, ani też rewelacyjnego składu, więc za tę cenę, na pewno nie kupię ponownie.

17. Etiaxil do skóry wrażliwej - kolejna rzecz z tego denka, którą kończyłam po koleżance :P Śmierdział tak, że mój kot uciekał w panice, czasami piekł pod pachami, tak jak Ziaja, więc wybieram Ziaję, bo jest milion razy tańsza, a efekt ten sam.


18. Facelle, Chusteczki do higieny intymnej - tanie, delikatne, skuteczne. Niezastąpione, kiedy brak prysznica/wanny. Już mam kolejne opakowanie.

19. Fitokosmetik, Maska szmaragdowa odżywcza z rumiankiem i melisą - czyli po prostu zielona glinka. Niedroga, skuteczna, ta której używam obecnie nie jest tak dobra. Kupię ponownie.

Na sam koniec kilka saszetek. Z maseczek zainteresowała mnie jedynie próbka 12% pellingu glikolowego Le'Maadr, był całkiem mocny jak na peeling enzymatyczny. Po Dermedicu nie widziałam większego efektu złuszczenia, a ta z Rival de Loop bardzo ładnie pachniała, ale była dla mnie za bogata, więc więcej nie kupię. Krem do stóp z Nuxa fajny, ale moje pięty preferują produkty silnie zmiękczające z dużą zawartością mocznika. Jeśli chodzi o ten z Propodii, to wolę spraye przeciwko poceniu stóp, mam wrażenie, że krem je tylko wzmaga, mimo zawartości aluminium w składzie. Nuxowski nawilżacz był niezły, ale nie jestem w stanie przetrawić jego zapachu, a konsystencja Ecerinowskiego Hyaluron-Fillera to dla mnie porażka, nie ważne w jakiej postaci, moja skóra go nie lubi. A wyrzutkiem jest żel antybakteryjny Oriflame, który dawno temu dostałam od cioci. Ja albo wolę ręce umyć albo wytrzeć w mokre chusteczki, dla mnie taki żel tylko rozmazuje brud. Poleżał lat kilka, a teraz leci do kosza. Adios!

Ja widzicie denko spore i jestem z niego bardzo dumna. Sporo rzeczy ubyło, a w marcu kupiłam tylko wspomniany zestaw Ahava i 4 rzeczy w DMie. I troszkę przybyło z wymian i udało mi się wygrać w konkursie tajlandzkie cudeńka. Mimo, że więcej rzeczy wyszło niż przyszło, miejsca w szafce wiąż brak, ech ech. Na szczęście coraz lepiej idzie mi niekupowanie, więc może w dalekiej przyszłości dotrę do kosmetycznego minimalizmu ;-) A jak wam poszło zużywanie w marcu? Koniecznie dajcie mi znać!

6 komentarzy :

  1. Płyn micelarny bebeauty u mnie też szału nie zrobił ale maska biovaxa do włosów blond jest moim hitem <3 Jakim cudem starczyła Ci tylko na 4 mycia? O.o Ja już użyłam jej jakieś 7 razy i mam jeszcze 2/3 opakowania :D Kupiłam już następną, tym razem do włosów suchych i zniszczonych.
    A co do chomikowania kosmetyków ja dopiero drugi miesiąc z tym walcze. Kwiecień wyszedł całkiem nieźle a w maju kupiłam 4 kosmetyki w tym tylko 2 do włosów. Do końca maja mam szlaban nałożony przez siebie na kosmetyczne zakupy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Spore denko gratuluje nie znam Twoich kosmetyków niestety ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Twojego denka miałam tylko micela z biedronki i żel z Joanny.

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie Etiaxil strasznie podrażniał skórę pach

    OdpowiedzUsuń
  5. Rany! Spore denko. Na piankę z baikal herbal się czaje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alverde - mgiełka też nie przepadam za dwufazowymi kosmetykami

    OdpowiedzUsuń