czwartek, 27 lutego 2014

Projekt Denko: Styczeń 2014

Ech. I tyle wam powiem. Znowu mnie nie było, luty był dla mnie niezbyt przyjemnym miesiącem, a marzec nie zapowiada się wcale lepszy. Aktualnie mam już zajęty każdy dzień przyszłego miesiąca pracą i uczelnią, często jest to plan na 12 h. Ale nie chcę zamykać tego bloga, lubię tu pisać, więc mam nadzieję, że zrozumiecie i jeśli uda mi się tu coś naskrobać, to wpadniecie i poczytacie :-)
A teraz zaległe styczniowe denko! Ze styczniowych zużyć jestem bardzo zadowolona, z planu nie udało mi się wyzerować tylko jednej rzeczy, a dodatkowo przerzedziłam półkę z kremami do twarzy, a jest to wyzwanie, gdy używa się 10 różnych produktów w tym samym czasie.


1. Manila Bond, Spirit, Deodorant - tak jak jego brat o innej nucie zapachowej strasznie dusił przy rozpylaniu, chronił średnio (w końcu to tylko dozodorant), więc zużyłam go w dni, kiedy nie musiłam wychodzić z domu. Zapach też mi średnio podpasował. Nie kupię.

2. Synchroline, Aknicare CB, Preparat w sprayu do stosowania na skórę pleców i dekoltu - dostałam połówkę od koleżanki, kiedy poskarżyłam się na wysyp niedoskonałości na dekolcie i nie tylko, gdyż jej chłopakowi pomógł. U mnie nie zdziałał zupełnie nic. Ropne gule w ogóle nie odczuły, że cokolwiek zostało na nie zaaplikowane. Nie kupię.

3. Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Aktywne serum modelujące brzuch i pośladki - recenzowałam go tutaj. Wykończenie go zajęło mi rok (ale używałam średnio regularnie), gdyż pojemność względem powierzchni ciała do której jest przeznaczony, jest ogromna. Nie był to zły produkt jak na Eveline, ale pokochałam naturalną pielęgnację, więc więcej nie kupię.

4. Physiogel, Łagodzący balsam do ciała - naprawdę, naprawdę dobry balsam do ciała. Skóra była mega odżywiona, nawilżona, zregenerowana i poprawił się jej koloryt. Szybko się wchłaniał i nie zostawiał tłustego filmu. Wydajny, chociaż trochę drogi (ok. 50 zł). Z chęcią skuszę się kiedyś ponownie.



5. Organic Shop, Organic Algae & Pearl Mineral Conditioner - dobra odżywka, ale bez rewelacji. Ma bardzo gęstą konsystencję balsamu, przez co pod koniec ciężko ją było wydobyć z tragicznie źle dobranej butelki. Ma krótki skład, który mimo nazwy firmy zawiera tylko dwa ekstrakty roślinne. Na tę wersję więcej się nie skuszę, ale nie wykluczam, że spróbuję innych.

6. Decubal, Olejek pod prysznic i do kąpieli - recenzowałam go tutaj. Bardzo dobry produkt, jeśli szukacie myjadła, które delikatnie oczyści waszą skórę i ją nawilży. Kupię ponownie.

7. Klorane, Odżywka bez spłukiwania na bazie wyciągu z granatu - bardzo dziwny produkt, którego miniaturka 50 ml starczyła mi na 3 aplikacje, a pełnowymiarowa wersja ma tylko 100 ml i kosztuje ponad 40 zł. Za pierwszym razem nic nie zrobił, za drugim było naprawdę fajnie, a za trzecim mocno obciążył włosy i nie wyglądało to fajnie. Firmua Klorane z naturą za wiele wspólnego nie ma, tutaj mamy bombę silikonów i innej chemii, chociaż ekstarkt z granata plasuje się w połowie składu, a nie tak jak w niektórych ich szamponach, gdzie tytułowego bohatera (bohaterkę) znajdziemy na ostatnim miejscu, zaraz po substancjach zapachowych. Nie kupię.



8. Isotrexin - preparat na trądzik, który mnie wyleczył z tej przypadłości. O więcej spytajcie swojego dermatologa, gdyż jest to lek wydawany na receptę ;-)

9. La Roche-Posay, Hydraphase Intense Legere - nie wiem co ja w głowie miałam, jak go kupowałam. W składzie silikon, alkohol denaturatowy, nie nawilżał, był niewydajny. Nigdy więcej!

10. La Roche-Posay, Effaclar Duo - może i stany zapalne zlikwidował, ale przy okazji niesamowicie wysuszył moją obecnie tłustą cerę. Nie kupię ponownie.


A na koniec troszkę próbek i saszetek. Bardzo lubię koreańskie maski w płacie, chociaż super składów nie mają, to dobrze nawilżają skórę twarzy. Nawilżane chusteczki Alterra przydają się w wielu różnych sytuacjach, mają dobry skład i są tanie, moje ulubione. Złuszczająca Propodia do stóp bardzo przysłużyła się moim piętom, kupię pełnowymiarowe opakowanie. Peeling Love Me Green to rzadki żel z odrobiną drobnych drobinek o niewielkiej przydatności, poza tym śmierdział. Podkład Double Wear miał był bardzo jasny według ekspedientki w Sephorze, okazało się, że robi ze mnie wieloletnią fankę solarium, więc zmyłam go szybciej niż nałożyłam. Zapach Apparition był bardzo subtelny, nie w moim guście. Jeśli chodzi o produkty Pat&Rub to dla mnie wszystkie pachną identycznie - cytrynowo - a kremy do rąk są tylko i wyłącznie dla dłoni bezproblemowych i niewymagających. Lepiej sprawdził się ten od Mythos, miał zdecydowanie bogatszą i bardziej odżywczą konsystencję i co za tym idzie - działanie. Żel pod oczy z Biodermy sprawił bardzo dobre wrażenie, szybko poradził sobie z moimi cieniami pod oczami. Emulsja matująca Iwostinu to dla mnie średni produkt, gdyż i tak zapewnia mi mat na co najwyżej kilka godzin, a nie widzę powodu, aby dręczyć moją cerę solami aluminium. Maseczka Efektimy niewiele oczyściła po jednej aplikacji, poza tym zawiera alkohol denaturatowy i uwalniacz formaldehydu. Maseczki Rival de Loop były ok, chociaż zraziłam się do maseczek tej marki po pieczeniu wywołanym maseczką nawilżającą.

6 komentarzy :

  1. Miałam ten olejek z Decubal i bardzo go lubiłam:) to serum z Eveline też mam, tak jak pisałaś długo się je wykańcza...

    OdpowiedzUsuń
  2. sporo tego wysmarowałaś :) ja używam dezodorantu manila bond i chusteczek Alterra z tego wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Spore denko, gratuluję. :) Po deszczu przychodzi słońce, nie zamykaj bloga, szkoda. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. też mnie nie uwiódł
    maseczki rival tez mnie wyszczypały po twarzy,a efektima nawet przypadła do gustu, reszty nie znam
    denko niezłe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam tylko niektóre z Twoich próbek, ja bylam bardzo zadowolona z peelingu LMG, służyl mi jako produkt do mycia buzi rano ;) tak samo dobrze wspominam kremy do rąk z Pat&Rub ;)

    OdpowiedzUsuń