niedziela, 19 stycznia 2014

Mała przerwa sesyjna + ostatni dzień oddawajki

Jak widzicie na blogu zapanował zastój i jak zapewne się domyślacie, spowodowany jest on okresem zaliczeniowo-sesyjnym na uczelni. Jeszcze nie wiem dokładnie, kiedy uda mi się coś napisać, może to będzie za tydzień, może dopiero w lutym. Tymczasem przypominam wam o trwającej do dzisiaj do północy oddawajce i uciekam do nauki, buziaki!


PRZEDŁUŻONA DO 19.01!

środa, 8 stycznia 2014

Po raz pierwszy książkowo na moim blogu!

Dzisiaj chciałabym wam pokazać moje ostatnie nabytki książkowe, więc na blogu będzie prawie "lajfstajlowo". Bardzo, ale to bardzo lubię czytać, wręcz połykam książki, ale niestety aktualne ich ceny w porównaniu do moich zarobków studentki często każą mi się łapać za głowę. Czy wy też tak macie, że 30-40 zł to dla was stanowczo za dużo za przyjemność, z którą rozprawicie się w 2-3 dni? Dlatego też to, co widzicie na zdjęciu poniżej, to cały mój książkowy dorobek roku 2013. Zapewne dla większości z was mało, ale ja się cieszę z każdego nowego tomu w biblioteczce, która ostatnio nie jest zbyt często odświeżana.
Jak nietrudno zauważyć, gustuję w fantasy, czytuję chyba wszystkie możliwe jego gatunki. Jestem też zagorzałą fanką wydawnictwa Fabryka Słów, a w szczególności polskich autorów, którzy u nich publikują. Chociaż od czasu do czasu zdarza mi się chwycić dla odmiany coś innego.


Biografię Coco Chanel kupiłam już dość dawno na promocji w Matrasie za całe 12 zł, Herezjarcha to prezent świąteczny od chłopaka, a pozostałe tytuły upolowałam na wyprzedaży w Carrefourze płacą za pierwsze trzy po 9,99 zł i 14,99 zł za ostatnią.

A jakie jest wasze zdanie na temat cen książek? Często zdarza wam się jakąś kupić? Napiszcie mi co lubicie czytać i co byście mi poleciły :)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Recenzja: Balea Professional, Oil Repair Spulung + przedłużenie oddawajki

Piękna wiosna tej zimy, nie uważacie? :D Sądzicie, że uda nam się w tym roku uniknąć marznięcia? Chociaż chyba byłoby trochę smutno, gdyby cała zima obyła się bez śniegu :-)
Dzisiaj przychodzę do was po pierwsze z przedłużeniem oddawajki - do 19 stycznia, czyli moich urodzin :D Więc jeśli jeszcze się nie zgłosiłyście, to macie okazję! A po drugie - z recenzją odżywki Balea Professional, która szturmem podbiła blogosferę. Jeśli chcecie poznać moją opinię na jej temat, zapraszam.


Opis producenta: Profesjonalna odżywka do suchych i zniszczonych włosów, zawierająca pielęgnujący olejek arganowy. Nawilżający kompleks z białka pszenicy, pantenol oraz gliceryna stymulują i pobudzają cebulkę włosa oraz wzmacniają całą jego strukturę.

Cena: 1,45 euro

Pojemność: 200 ml

Skład: AQUA · GLYCERIN · CETEARYL ALCOHOL · ISOPROPYL PALMITATE · BEHENTRIMONIUM CHLORIDE · ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL · PARFUM · PANTHENOL · ISOPROPYL ALCOHOL · SODIUM BENZOATE · HYDROLYZED WHEAT PROTEIN · POTASSIUM SORBATE · CITRIC ACID.


Opakowanie: Miękka tubka, trochę ślizga się w mokrych rękach. Czasami zdarzało mi się wycisnąć zbyt dużo produktu ze względu na rzadką konsystencję. Oczywiście wymaga rozcięcia aby wydobyć resztki ;-)

Konsystencja i wydajność: Odżywka ma bardzo rzadką konsystencję, Co niestety przekłada się na kiepską wydajność. Mi starczyła na ok. 20 aplikacji. Na szczęście nie jest droga :-)

Zapach: Coś w kierunku drogeryjnego kokosa, ja bardzo go polubiłam.

Skład: Bardzo prosty i krótki, bez silikonów, parabenów, formaliny itp. Z wartościowych składników mamy dużo gliceryny oraz olej arganowy, pantenol i białko pszenicy. Jest to produkt wegański.

Działanie: Naczytałam się dziesiątek pochwalnych postów na temat tej odżywki, więc nic dziwnego, że używając jej po praz pierwszy oczekiwałam cudu. I niestety się rozczarowałam. Nie wiem, czy to kwestia przyzwyczajenia moich włosów do silikonowych odżywek, czy wyjątkowo kiepski bad hair day, ale po pierwszym użyciu po wysuszeniu i rozczesaniu włosów wyglądały one, jakbym niczego na nie nie nałożyła. Na szczęście nie poddałam się i konsekwentnie używałam jej dalej, zwiększając jedynie nakładaną ilość do prawie pełnej garści. I nagle coś zaczęło się zmieniać, włosy były gładkie, łatwo było je rozczesać, sądzę, że nawilżenie też się poprawiło. Z wielkiego zawodu narodziła się wielka miłość. Odżywka delikatnie dociąża włosy, ale ich nie obciąża, więc spokojnie można ją nakładać również na skalp. Z czasem udało mi się też opracować technikę nakładania, która pozwoliła na ograniczenie jednorazowej dawki ;-) Jest to tania i lekka emolientowa odżywka do codziennego stosowania i powiem wam, że dużo bardziej przypadła mi do gustu niż osławiony Garnier z masłem karite i awokado.

Podsumowanie: Ja na pewno kupię tę odżywkę jeszcze nie raz, szczególnie do częstego, codziennego stosowania.

sobota, 4 stycznia 2014

Khadi bez certyfikatu BDIH wcale nie jest podróbą!

Witam was tą wieczorową porą :-) Przychodzę do was z ciekawą informacją. Na pewno wiele z was kupowało w sklepie Helfy.pl, a w szczególności indyjskie olejki Khadi. Czy zwróciłyście uwagę na to, jak Helfy przestrzegają przed tym, aby kupować tylko u nich, gdyż produkty Khadi w innych opakowaniach są nieoryginalne? Okazuje się, że wcale tak nie jest! Certyfikat ten jest nadawany w Niemczech i dlatego znajduje się tylko na opakowaniach importowanych z Niemiec, a nie z Indii. Jeśli chcecie dowiedzieć więcej, zapraszam was do przeczytania oświadczenia sklepu Magiczne Indie, gdzie cała sytuacja została przedstawiona szczegółowo:




Indyjska strona khadi www.khadinatural.com

Powyżej oryginalne logo Khadi, a tutaj znajdziecie post na facebooku Khadi Polska (należy do właściciela Helfy.pl), w którym stwierdzono, że tylko kosmetyki z ich logiem i certyfikatem są oryginalne. Nieładnie z ich strony, nie sądzicie?

Mam nadzieję, że przyda wam się ten post i nie będziecie się bały zakupów w innych sklepach :-)

piątek, 3 stycznia 2014

Projekt Denko: Grudzień 2013 + przypominajka oddawajkowa

Witam was w nowym roku :-) Na dobry początek ostateczne pożegnanie z rokiem ubiegłym, czyli grudniowy Projekt Denko. Jestem bardzo zadowolona z grudniowych zużyć, jak widzicie pustych opakowań jest naprawdę sporo, także nowy rok zaczynam z przewietrzonymi szafkami.
Chciałabym wam też przypomnieć o oddawajce na moim blogu, aby do niej trafić wystarczy kliknąć w banner po prawej stronie, gorąco zapraszam, gdyż do zgarnięcia jest aż 9 pełnowymiarowych kosmetyków!


W grudniu udało mi się zużyć 13 pełnowymiarowych kosmetyków, 4 miniaturki i 23 próbki.


1. L'Oreal, Elseve Total Repair Extreme, Odżywka rekonstruująca - patrząc na skład tej odżywki nie wierzę w jej działanie rekonstruujące, po prostu dobrze wygładzała włosy, wspomagała rozczesywanie, ale też potrafiła je mocno obciążyć, także nakładałam ją tylko od ucha w dół. Chcę zrezygnować całkowicie z odżywek drogeryjnych, dążąc ku tym z bardziej naturalnym i odżywczym składem, więc na pewno nie sięgnę po tą ponownie.

2. Gliss Kur Color Protect, Ekspresowa odżywka regeneracyjna - odżywki w spreju Gliss Kura przewijały się cały rok przez moje denka, ta była ostatnia z zapasów. Lubię spsikać nimi włosy przed rozczesywaniem, tym bardziej, że mają nienajgorszy skład jak na produkty drogeryjne. Na razie chcę popróbować innych produktów tego typu, ale pewnie jeszcze się spotkamy.
Następca: Alverde, 2-Phasen-Sprühkur, Aloe Vera Hibiskus

3. L'Oreal, Elseve Cement - Ceramidy, Szampon odbudowujący przeciw łamaniu się włosów - już wam pisałam, że jest to szampon, którego byłam fanką przez kilka lat i zużywałam butelkę za butelką. Teraz kiedy wiem, że są lepsze produkty do mycia włosów, żegnam się z nim na zawsze, chociaż spisywał się przyzwoicie.
Następca: Love2MIX Organic, Szampon 2 w 1 do Ciała i Włosów

4. Balea Professional, Oil Repair Spulung - jest to chyba pierwszy zużyty przeze mnie produkt Balei, który mogę powiedzieć, że pokochałam całym sercem. Droga ku temu była trudna, od rozczarowania do uwielbienia, ale o tym więcej w recenzji, która pojawi się na dniach. Na pewno kupię ponownie!
Następca:  Organic Shop, Organic Algae & Pearl Mineral Conditioner


5. Venus, Żel do golenia z ekstraktem z rumianku Chamomile, Skóra wrażliwa - dostałam go na zlocie czerwcowym i zużywałam od tamtej pory, gdyż częściej chwytałam za depilator niż maszynkę. Teraz odstawiłam całkowicie depilator, więc udało mu się sięgnąć dna, gdyż był bardzo wydajny i dawał gęstą, mięsistą pianę. Przekonał mnie też, że taki żel/pianka to całkiem przydatny wynalazek, zdecydowanie łatwiej i szybciej radziłam sobie z goleniem, wychodziłam też z wanny w jednym kawałku, bez zacięć ;-) Wolałabym tylko mniej cukierkowy zapach, więc porozglądam się za innymi wersjami, ale chętnie kupię ponownie.
Następca: Joanna, Sensual, Żel do golenia dla kobiet z ekstraktem z rumianku

6. Facelle, Płyn do higieny intymnej Sensitive - recenzowałam go tutaj, na pewno kupię ponownie!
Następca:  Facelle, Pianka do higieny intymnej

7. Bath & Body Works, Mydło w piance, Kitchen lemon - miałam je w łazience 3 miesiące, także wydajność na duży plus, zapach też, ale cena jest jak dla mnie kosmiczna, poza tym mam wrażenie, że wysuszało ręce, więc nie kupię ponownie.
Następca: Alterra, Mydło w płynie Limonka&Aloes

8. La Roche Posay, Oliwka myjąca - recenzowałam ją tutaj, na pewno nie kupię ponownie.
Następca: Ducubal, Olejek pod prysznic i do kąpieli


9. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa - jest to tani, łatwo dostępny i dobry produkt do demakijażu, ale moim zdaniem niekoniecznie do skóry wrażliwej, gdyż nawet moja, średnio wrażliwa, czasami była zaczerwieniona po jego użyciu. Mam jeszcze dwie czy trzy sztuki w zapasie, więc na pewno pojawi się recenzja. Nie wiem, czy kupię ponownie.
Następca: Yves Rocher, Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat

10. Rival de Loop, Preparat do demakijażu - recenzowałam go tutaj. Na pewno kupię ponownie, już mi go brakuje!
Następca: FlosLek, Eye Care, Dwufazowy płyn do demakijażu oczu

11. Avon, Naturals, Regulująca maseczka detoksykująca Soja i Trawa Cytrynowa - miałam ją i miałam, jedna z ostatnich pozostałości po katalogowych szaleństwach sprzed lat. Bardzo lubię maseczki glinkowe, szczególnie z kaolinem, ale ta zawierała alkohol denaturatowy i kilka innych świństw, buzia była zaczerwieniona po zmyciu i często piekła, więc cieszę się, że mogę ją wyrzucić i na pewno nie kupię ponownie.
Następca: Fitokosmetik, Maska szmaragdowa odżywcza z rumiankiem i melisą

12. NUXE, Creme Prodigieuse, Krem nawilżający i odżywczy do skóry suchej - recenzowałam go tutaj, jego właściwości spodobały mi się na tyle, że już go odkupiłam, tylko tym razem wersję do skóry mieszanej i normalnej.
Następca: La Roche-Posay, Hydraphase Intense Legere


13. La Roche-Posay, Iso Urea, Mleczko - początek składu jest nienajgorszy, ale moja skóra i tak swędziała jak to przy produktach z parafiną, więc na pewno nie kupię.

14. Johnson's Baby, Mleczko pielęgnujące - szybko się wchłaniało i miało delikatny pudrowy, dziecięcy zaapch, ale poza tym nic nie robiło, nie nawilżało i nie pielęgnowało. Cóż się dziwić jak skład to praktycznie tylko gliceryna i parafina. Nie kupię.

15. Payot, Nourishing Softening Hand Cream - działanie było w porządku, ale miał jak dla mnie zbyt perfumowany zapach. No i ta cena. Nie kupię.

16. Vichy, Normaderm, Żel oczyszczający - był w porządku, dobrze oczyszczał i nie wysuszał mojej buzi. Raczej nie kupię, gdyż chcę sięgać po produkty o delikatniejszym i bardziej naturalnym składzie.

17. Estee Lauder, Beautiful Sheer - dobrze, że miałam tylko 3 ml odlewkę, bo zapach kompletnie mi się nie spodobał. Nie kupię.

18. Rewe, Aksamitna pomadka ochronna - recenzowałam ją tutaj. Jak będę miała okazję to być może odkupię ją na lato, gdyż na zimę jest za słaba.

19. Isana, Deo Spray, Fresh - to mój ulubieniec torebkowy. Całkiem nieźle hroni, mimo, że to tylko dezodorant. Już kupiłam ponownie.


20. Synchroline, Aknicare, Cleanser - żel z kwasem pirogronowym, starczyło mi go tylko na dwa razy i raczej się nie skuszę, gdyż lekko szczypał w buzię, a szczególnie ranki.

21. Novadear, Acne Cleanser - próbkę dostałam od koleżanki, która była zachwycona tym produktem, jak dla mnie przeciętniak o średnim zapachu, więc i tutaj nie planuję zakupu.

22. It's Skin, Mangowhite, Peeling Gel - produkt ten nakładamy na, uwaga! suchą skórę i działa jak gumka do ścierania, usuwając martwy naskórek bez najmniejszych podrażnień i zaczerwienień. Ta miniaturowa próbka starczyła mi aż na trzy razy, a żel trafił na moją must have listę, gdyż jestem zachwycona jego działaniem! Koniecznie muszę kupić.

23. Biały Jeleń, PREbiotic, Hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej - ta wersja spodobała mi się nieco bardziej niż ta, którą pokazywałam wam w zeszłomiesięcznym denku, a dwie 12 ml próbki starczyły mi aż na dwa tygodnie, ale i tak wolę Facelle, więc nie kupię.

24.Pharmaceris, A, Nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu - próbka starczyła mi tylko na jedno użycie, ale nie wykluczam, że się skuszę, gdyż był wyjątkowo delikatny, a Pharmaceris ostatnio coraz bardziej mnie kusi niskimi cenami i bardzo pozytywnymi opiniami.


25. Biały Jeleń, Hipoalergiczny żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem - był strasznie rzadki i niewydajny i w ogóle jakiś taki nijaki. Nie kupię.

26,27. G3, Shampoo &Maschera Idratante - próbki od hurtowni Styler z grudniowego zlotu, jest to nowość i nawet nie udało mi się znaleźć o nich nic w internecie. Są to produkty emolientowe z ekstraktami i olejkami roślinnymi. Szampon mocno splątał i oczyścił włosy, na szczęście odżywka (maska?) trzymana jak zaleca producent 10 minut doprowadziła wszystko do porządku. Nawet nie rozważam zakupu, gdyż konserwantem jest formalina.

28. Eucerin, Hyal-Urea, Krem przeciwzmarszczkowy na dzień - fajny, treściwy krem, ale znowu formalina. Nie.

29. SVR, Lysalpha, Cicapeel gel - strasznie się kleił, a po opiniach w internecie widzę, że na efekty trzeba czekać kilka miesięcy regularnego stosowania, więc raczej się nie zdecyduję.

30. La Roche-Posay, Anthelios XL, Żel-Krem - dawał fajny mat, dobrze spisał się pod makijażem, mimo, że trochę bielił. Nie mówię nie.


31. Rival de Loop, Maseczka nawilżająca - chciałam zregenerować nią skórę, gdy przesadziłam z kwasami i retinoidami, ale zraziła mnie do siebie okrutnie, gdyż po nałożeniu przez pierwszą minutę piekła mnie strasznie twarz. I po opiniach w internecie widzę, że nie tylko mnie. Tej wersji nie kupię już na pewno.

32. Pat&Rub, Balsam do rak rewitalizujący, Żurwina Cytryna - fajny, lekki balsam, o świeżym zapachu, ale jak dla mnie miał za mało właściwości odżywczych i nawilżających, po 30 minutach efekt nakremowania rąk po prostu znikał, więc nie kupię.

33. Propodia, Krem złuszczająco-zmiękczający na zniszczone pięty - moje stopy go lubią, zdecydowanie poprawił się ich stan. Zamierzam zakupić.

34. The Secret Soap Store, Time for Baltic, Body Elixir - lekki, o bardzo przyjemnym zapachu i składzie, próbki i 100 ml opakowanie dostałam na grudniowym zlocie i zdecydowanie zachęciły mnie do głębszego zapoznania się z marką.


Uff, to już wszystko. Jak zwykle post z denkiem zajął mi pół dnia. Dajcie znać, czy znacie te produkty i czy się u was sprawdziły! A ja zabieram się teraz za sortowanie opakowań na plastik i papier, a następnie za oglądanie waszych denek ;-)