poniedziałek, 1 grudnia 2014

Recenzje tego, co ostatnio na mojej głowie gościło - Natura Siberica i DeBa BIO Vital

Witajcie w ostatnim miesiącu tego roku! Wiem, nie było mnie przez prawie pół roku, praca i uczelnia zrobiły swoje. Nie mogę wam obiecać, że niedługo znowu coś napiszę, ale jeszcze nie chcę zamykać tego bloga. Za to dzisiaj zapraszam na recenzję dwóch produktów, które ostatnio stosowałam do oczyszczania i pielęgnacji włosów - odżywki DeBa BIO Vital i szamponu Natura Siberica.

DeBa BIO Vital, Odżywka do włosów


Opis producenta: Odżywka przeznaczona do każdego rodzaju włosów, bogata w składniki odżywcze takie jak BIO masło shea, BIO oleje (arganowy, migdałowy), głęboko nawilża nawet najbardziej zniszczone włosy, zawarte w niej składniki wzmacniają, odbudowują i rewitalizują strukturę włosów. Nie obciąża włosów. Zawiera 100% BIO ekstraktów

Cena i pojemność: ok. 15 zł za 400 ml, ja kupiłam w Biedronce za 4,99 zł, ale firma chyba już zniknęła z Polski...

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Sodium Lactate, Parfum, Lactic Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lilial, Citronellol, Hexyl Cinnamal.


Konsystencja i wydajność: Odżywka jest dość rzadkiej konsystencji, co niestety wpływa na niezbyt dobrą wydajność. Mi starczyła na niewiele ponad miesiąc. Płyn ma biały kolor i bliżej mu przelewania się przez palce, niż pozostania na ręce.

Opakowanie: Duża butla z otwieraniem "na klik", wygodna biorąc pod uwagę konsystencję. Graficznie też jest całkiem przyjemnie.

Zapach: Jakiś taki orzechowy, mi nie przypadł do gustu.

Działanie: No cóż, w opisie same ochy i achy, w składzie masło i cudowne oleje, ale okazuje się, że tylko, albo aż tyle, to za mało. Odżywka niewiele była w stanie zdziałać na moich włosach, nieważne czy trzymałam ją 3, 10 czy 15 minut. Wydłużony czas dawał nieco lepsze nawilżenie i wygładzenie, ale i tak ogólnie określam je jako co najwyżej mierne. Zresztą jak chcę coś potrzymać dłużej, to używam maski, odzywka ma szybciutko zabezpieczyć włosy po myciu.
Podsumowanie: Do kiepskiego zapachu dodając bardzo przeciętne działanie, nawet gdyby odżywka była dalej dostępna w Polsce, to i tak bym się na nią więcej nie skusiła. Szkoda czasu.


Natura Siberica, Szampon do włosów tłustych "Objętość i balans" 


Opis producenta: Szampon na bazie ekstraktu z kosolimby i maliny tekszli (Rubus Arcticus). Ekstrakty z cedru zawierają aminokwasy, które odbudowują naturalną strukturę włosów oraz nadają im puszystość i objętość. Malina tekszla jest pięć razy bogatsza w witaminę C niż malina zwykła i jest niezastąpiona w pielęgnacji włosów przetłuszczających się, ponieważ przywraca równowagę skóry głowy, bardzo skutecznie odżywia, nawilża i chroni skórę i włosy w ciągu dnia.
Proteiny i witamina B6 odżywiają i pielęgnują włosy. 


Cena i pojemność: od 22 zł za 400 ml w sklepach internetowych
 
Skład: Aqua with infusions of Pinus Pumila Needle Extract (ekstrakt z igieł sosny karłowatej), Rubus Idaeus Fruit Extract (ekstrakt z owoców malin), Sorbus Siberica Extract (ekstrakt z jarzębiny?), Abies Siberica Needle Extract (ekstrakt z igieł jodły syberyjskiej), Achillea Asiatica Extract (ekstrakt z krwawnika azjatyckiego), Urtica Dioica Leaf Extract (ekstrakt z liści pokrzywy), Silybum Marianum Extract (ekstrakt z ostropestu plamistego), Quercus Robur Bark Extract (ekstrakt z kory dębu szypułkowego), Inula Helenium Extract (ekstrakt z omanu wielkiego), Anthemis Nobilis Flower Extract (ekstrakt z kwiatów rumianu rzymskiego), Saponaria Officinalis roqt Extract (ekstrakt z korzenia mydlnicy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z owoców rokitnika), Lauryl Glucoside (łagodna subst. myjąca), Sodium Cocoyl Isethionate (łagodna subst. myjąca wytwarzana z oleju kokosowego), Cocamidopropyl Betaine (łagodna subst. myjąca), Pineamidopropyl Betaine (?), Hippophae Rhamnoides Amidopropyl Betaine (jakiś łagodny detergent wytwarzany z rokitnika, nie znam tego składnika), Glycerin (nawilżacz), Guar Hydroxypropyl Trimonium Chloride (antystatyk), Citric Acid (kwas cytrynowy), Sodium Chloride (chlorek sodu), Benzyl Alcohol (konserwant), Dehydroacetic Acid (? – jakiś kwas), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), CI 75810, Parfum (zapach), Geraniol (zapach), Limonene (zapach), Linalool (zapach).


Konsystencja i wydajność: Zielonkawy żel o lekko glutowatej konsystencji. Bardzo przyzwoicie się pienił i był wydajny, pół opakowania starczyło mi na ponad miesiąc.

Opakowanie: Tak jak w przypadku odżywki znów mamy dużą butlę z otwieraniem na klik i ponownie nie miałam problemu z wydostaniem produktu do samego końca, więc mucha nie siada.

Zapach: Delikatny, świeży i naturalny, bardzo, bardzo go lubiłam.

Działanie: Przede wszystkim, jeśli jeszcze nie zauważyłyście, w moim posiadaniu znajdowała się wersja jeszcze sprzed reformacji, 100% natury. Szampon przeznaczony jest dla tłustej skóry głowy (właśnie, skóry głowy, a nie włosów, włosy same w sobie nie są tłuste, a to taki popularny i mylący błąd) i jego głównym zadaniem jest nadawanie objętości i przywracanie równowagi. Nikt tutaj nie wspominał o przedłużonej świeżości, ja zauważyłam może minimalną poprawę, o objętości też pochwał nie mogę napisać, ale to za co go pokochałam, to ekstremalna delikatność przy bardzo dobrym oczyszczeniu skalpu. Jestem w stanie uwierzyć we wszystkie te witaminki i wyciągi, bo podczas stosowania tego szamponu skóra na mojej głowie była w naprawdę dobrej kondycji. Nie mam z nią żadnych problemów, ale było coś w tym szamponie, że uznałam, że wyjątkowo mi służył. Mam nadzieję, że reformacja mu tego nie zabrała. Ktoś coś wie? Macie porównanie między nową i starą wersją? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
 
Podsumowanie: Mam nadzieję, że po reformacji działanie, konsystencja i zapach się nie zmieniły, bo na pewno się jeszcze spotkamy!

wtorek, 15 lipca 2014

Projekt Denko: Maj 2014

Nie, nie pomyliłam się. Dzisiaj będzie denko majowe. Przez ostatnie dwa miesiące nie miałam czasu na blogowanie, trzeba było zaliczyć sesję, do tego pracuję prawie na pełny etat, a w międzyczasie zachciało mi się remontów. Czas nadrobić zaległości, bo lubię coś tutaj naskrobać. Zapraszam!


1.  Yves Rocher, Szampon chroniący blask włosów farbowanych - za firmą nie przepadam, nie lubię tego całego katalogowego szaleństwa, zamawiania więcej niż się potrzebuje, bo prezent, bo zniżka oraz sztucznie zawyżonych cen i super ofert. Ale szampon nie był zły, przyjemnie pachniał, był delikatny, wydajny i niedrogi. Mimo to, nie wiem, czy kupię ponownie, jest dużo innych szamponów które mnie kuszą.

2.  Yves Rocher, Woda ułatwiająca rozczesywanie włosów - mogę wam powiedzieć dokładnie to samo co o szamponie, sprawowała się dobrze, jedyne przeciwieństwo, że wybór tego typu produktów o naturalnym składzie jest bardzo ubogi i w większości są to produkty dość drogie, więc tutaj możliwe, że zdecyduję się na powrót.

3. Isana, Suchy szampon - najlepszy suchy szampon oprócz drogiego Klorane, jakiego do tej pory używałam. Nie bielił, przyjemnie pachniał. Jednak doszłam do wniosku, że jest to produkt zbędny w mojej kosmetyczce, więc nie planuję już więcej zakupu.

4.  Receptury Babuszki Agafii, Jajeczna maska do włosów - spisała się u mnie lepiej niż drożdżowa, ale nawilżenie nie było rewelacyjne, więc raczej nie kupię ponownie.

5.  Alverde, Haarol Mandel Argan - mój pierwszy olejek do włosów, a jego działanie było na tyle dobre, że polubiłam się z włączyłam olejowanie włosów do stałej pielęgnacji. Włosy po nocy z olejkiem były zdecydowanie bardziej błyszczące i gładkie. Tani, dobry produkt. Chętnie kupię ponownie jak będę w DM.

6.  La Roche-Posay, Kerium, Szampon ekstremalnie delikatny - nie mam wrażliwej skóry głowy, a jak dla mnie delikatny to on nie był, a już na pewno nie dla włosów, które po myciu były splątane i matowe, nawet odżywka nie pomagała. Na pewno nie kupię.


7.  NUXE, Body, Kremowy peeling pod prysznic - moja wielka miłość, przepięknie pachnie, dobrze ściera i nawilża skórę. Jest zdecydowanie wart swojej ceny. Mam już kolejne opakowanie i na pewno pojawi się recenzja.

8. Cedrowe odżywcze mydło w płynie do rąk i ciała Agafii - tanie, delikatne, wydajne, nie wysusza. Tylko pompka jest kiepska, kilka razy przestawała działać, winą była za długa rurka, którą musiałam skrócić. Chętnie kupię ponownie.

9. Facelle, Pianka do higieny intymnej - recenzowałam ją tutaj i strasznie ubolewam nad faktem, że została wycofana. Udało mi się kupić kilka opakowań na zapas w śmiesznej cenie 1,99 zł, więc jeszcze będę mogła się nią nacieszyć. Nie nadaje się tylko do mycia pędzli jak płyn, który jest w tej kwestii rewelacyjny.

10. Avene, Krem do rąk z Cold Cream - okropny śmierdziel, który nic nie odżywia, a jedynie zostawia dziwnie szorstkie dłonie. Chociaż ten z Galenica był jeszcze gorszy. Zdecydowanie jestem zrażona do produktów labolatorium Pieere Fabre.

11. Vichy, Kremowy żel pod prysznic Nutri Extra - działanie było całkiem niezłe, dobrze był bez wysuszania, ale nie odpowiadał mi jego zapach. Został wycofany, ale i tak bym nie kupiła ponownie, bo za tę cenę można znaleźć dużo innych, ciekawszych myjadeł.


12. Alterra, Nawilżane chusteczki z aloesem - niedrogie, dobre chusteczki wszechstronnego użytku, ale męczy mnie już ich zapach, więc cieszę się, że kończę już ostatnie opakowanie i na razie planuję przerwę.

13. Astor, Perfect Stay Oxygen Concealer - wyrzutek, bo był już u mnie długo, miał fajny jasny kolor, nie ważył się, miał średnie krycie, raczej nie do cery z niedoskonałościami. Teraz pragnę korektora z Maca, więc nie kupię ponownie.

14. Nuxe, Serum nawilżająco-kojące - próbeczka sprawdziła się bardzo dobrze, mam ochotę na więcej.

15. Maska w płacie z Aloesem - lubię ich działanie, ale ostatnio strasznie denerwują mnie produkty z nadmiarem silikonów w składzie i śliska powłoczka jaką zostawiają, więc zużyję to co mam i zrobię sobie od nich przerwę.

16. Efektima, Glinkowa maseczka oczyszczająca - efekt oczyszczenia był średni, poza tym wolę czyste glinki, dają dużo lepsze rezultaty.

17. Bioderma Sebium, Maska oczyszczająca sebo-regulująca - również mnie nie zachwyciła.

18. Bioderma Hydrabio, Serum nawilżające - lepiej sprawdziło się u mnie to z Nuxa.

19. Organique, Peeling enzymatyczny - na blogach same ochy i achy, a mnie nie zachwycił. Może był za słaby, dla mojej tłustej cery? Przy okazji zakupów poproszę o jeszcze jedną próbkę, może zmienię zdanie.

20. Skin Food, Toner i Emulsja ze złotym kawiorem - nie zrobiły na mnie wrażenia, poza tym opakowania były tragiczne i emulsji nie dało się wydobyć, więc musiałam przeciąć opakowanie i wysmarowałam resztę na raz na szyję, dekolt i resztę ciała.

To już wszystko, jak widać denko nie jest zbyt duże, ale każde zużycie cieszy. Chętnie poznam wasze opinie na temat tych produktów, więc czekam na komentarze. Jutro będę focić denko czerwcowe, więc zapraszam amatorów pustych opakowań ;-)

poniedziałek, 12 maja 2014

PROJEKT DENKO: kwiecień 2014

Kto był w Biedronce i kupił elektryczną szczoteczkę do pielęgnacji twarzy? Ja swojej użyłam na razie dwa razy i wrażenia są pozytywne. Już od jakiegoś czasu rozważałam zakup takiej szczoteczki, ale wahałam się ze względu na cenę, a teraz mogę sprawdzić za niewielkie pieniądze, czy takie urządzenie się u mnie sprawdzi. Polecam wszystkim niezdecydowanym.
Dopiero co na blogu gościł marcowy Projekt Denko, a już serwuję wam kwietniowy, gdyż bardzo chcę się pozbyć tych wszystkich zalegających pustych opakowań. W kwietniu zużycia były skromne po ogromnym marcowym denku, ale wpadło kilka ciekawych produktów, także zapraszam!


1. Venus, Żel do higieny intymnej regenerujący i przeciwzapalny `Kora dębu` - żel ten odziedziczyłam po mamie, a raczej jego resztkę, której starczyło na dwa użycia i dwa prania skarpetek ;-) Ma dziwną galaretowatą konsystencję i SLSy w składzie, a jak unikam ich w produktach do higieny intymnej. Dwa użycia to za mało, żeby cokolwiek więcej o nim napisać, ale na pewno nie zachęcił mnie do ponownego zakupu.

2. Garnier Naturalna Pielęgnacja [Ultra Doux], Odżywka do włosów zniszczonych 'Awokado i masło karité' - chyba najpopularniejsza drogeryjna odzywka w blogosferze, to było moje drugie opakowanie. Genialnie wygładza włosy i sprawia, że ich rozczesywanie jest dziecinnie proste, a to dla mnie bardzo duże plusy. Przyjemnie pachnie, ale nie zauważyłam większych właściwości regeneracyjnych, ale tego są maski, a nie odżywki, które spędzają na moich włosach maksymalnie 5 minut. Na pewno jeszcze po nią sięgnę.

3. Yves Rocher, Żel pod prysznic, Pomarańcza z Florydy - ten żel pachniał pięknie, uwielbiam pomarańcze w każdej postaci. Ale był zwykłym myjakiem, skóra była lekko wysuszona, bez balsamu się nie obeszło. Zresztą już wam pisałam, że Yves Rocher to żadna firma z naturalnymi kosmetykami, a zwykłymi chemicznymi z dodatkiem ekstraktów roślinnych. Na świecie jest tyle różnych żeli pod prysznic, że raczej planuję powtórki.

4. The Face Shop, Foot Peeling - jeśli śledzicie mojego bloga, to pewnie zauważyłyście, że te koreańskie skarpety peelingujące pojawiają się regularnie w moich denkach i wiecie, że nie wyobrażam już sobie bez nich pielęgnacji stóp. Miałam już wiele różnych wersji od różnych producentów i jeszcze żadne mnie nie zawiodły, tym razem porządnie wymoczyłam stopy przed zabiegiem i efekt złuszczania był bardzo spektakularny. Polecam gorąco!

5. Manila Bond, Glow, Deodorant 150 ml - oj męczyłam tego gagatka, długo męczyłam. Strasznie intensywny i tani zapach, tworzył wielką, białą i duszącą chmurę. Używałam w dni, kiedy nie musiałam wychodzić z domu i cieszę się, że już się skończył. Na pewno nie kupię.


6. Receptury Babuszki Agafii, Drożdżowa maska do włosów - chyba najpopularniejszy rosyjski kosmetyk. Ja używałam jej jak zwykłej maski na całość włosów, więc nie powiem wam, czy przyspiesza ich wzrost, ale dość fajnie je odżywia i nawilża, chociaż zdarzyło jej się je za bardzo wygładzić. Niestety maska ma bardzo rzadką konsystencję, co sprawiło, że starczyło mi jej tylko na 5 zastosowań. Mimo wszystko, myślę, że skuszę się na nią jeszcze raz, chociażby w celu wyrobienia sobie dokładniejszej opinii na jej temat.

7. La Roche-Posay, Woda termalna - używałam do zapobiegania wysychaniu glinek na twarzy. W regularnej cenie na pewno bym nie kupiła, chociaż ma swoje plusy, jeśli ktoś ma faktycznie bardzo wrażliwą i często podrażnioną skórę.

8. Vichy, Płyn micelarny - niestety z moim wieczorowo-wyjściowym makijażem poradził sobie średnio, resztę zużyłam jako tonik, żeby się nie pałętał po łazience. Ale mam jeszcze duże opakowanie, więc więcej wam napiszę o tym produkcie, jak wezmę je w obroty.

9. Song of India, Buddha Delight, balsam w kostce - bardzo podobał mi się orientalny zapach i porządne nawilżenie oraz natłuszczenie skóry, ale ta forma balsamowanie jest bardzo czasochłonna, więc głównie z tego powodu nie skuszę się więcej na niego. Wydajność takiej kosteczki też nie jest duża, bo mi starczyła na 10 zastosowań i niestety kruszy się w trakcie.

10. Alverde, Repair Haarbutter Avocado & Sheabutter - jeśli nie pamiętacie, to szampon i odżywka z tej serii bardzo przypadły mi do gustu. Masło był ciekawym eksperymentem, jednak mimo całkiem dobrych właściwości, twarda skorupa jaką tworzyło na włosach sprawia, że raczej nie sięgnę po nie ponownie. Starczyło mi na 8 zastosowań na 20 cm dolnych partii włosów i kilkanaście razy na końcówki, jednak tutaj sprawdzało się różnie, czasami było ok, a czasami je zbytnio obciążało.

11. Physiogel, Krem łagodzący - znów końcówka, starczyła mi na wysmarowanie ramion. Jednak u moich znajomych sprawdził się na wszelkie rodzaje podrażnień skóry, w tym na oparzenia po solarium, więc sądzę, że jeśli macie problem niepodrażnieniami to warto się tym produktom przyjrzeć, szczególnie, że skład jest bardzo delikatny i krótki.


I standardowo na koniec garść próbek i saszetek. Bardzo lubię koreańskie maski w płacie, bardzo dobrze nawilżają cerę, tak samo było z tą od Etude House z ekstraktem z perły. Sól żurawinowa od The Secret Soap Store pachniała obłędnie i umiliła mi kąpiel, jednak nie jestem fanką kąpieli w wannie i nie zaopatrzę się w pełnowymiarowe opakowanie. Maseczkę Tołpy kupiłam w atrakcyjnej cenie z czystej ciekawości mimo, że do czterdziestki mi jeszcze daleko,, bo nie miałam jeszcze nic z tej firmy. Niestety szczypała mnie w twarz i po przejrzeniu opinii nie tylko mnie, więc na pewno nie kupię ponownie i nie zachęciła mnie do testowania kolejnych kosmetyków tej marki, ale skóra nie była zaczerwieniona, więc zużyję drugą połówkę. Hyal Urea od Eucerinu dość fajnie sprawdził się zimą, ale teraz był zdecydowanie zbyt bogaty dla mojej tłustej cery, zresztą do zakupu nie zachęca mnie skład. Serum Biodermy ma żelową konsystencję i poziom nawilżenia określam jako zadowalający, dobrze sprawdziło się zamiast kremu na dzień, ale pod makijaż już niekoniecznie. Nie kupię pełnowymiarowego opakowaniu, bo zachwytów nie było. Kapsułkę do stóp od Yves Rocher zużyłam do wymoczenia stóp przed peelingiem, nie zauważyłam większych efektów jej działania. Zachwycił mnie za to BB krem od Tony Moly, miał bardzo ładny jasny beżowy odcień i po trzech użyciach mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie. Z próbek Holika Holika zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi wersja do skóry mieszanej/tłustej, baza dobrze sprawdziła się pod makijażem, może skuszę się na zakup pełnowymiarowego opakowania. Maseczka od Tony Moly wypadła dobrze, mam jeszcze kilka takich saszetek, więc później napiszę wam coś więcej, cera na peno była po niej wygładzona i promienna. I wyrzutek wygrzebany z czeluści szuflady, pomadka Oriflame, zużyłam jej jak na mnie sporo, bo aż 1/3, ale ląduje w koszu, bo dawno minął jej termin przydatności.

To już wszystko. Dajcie mi znać czy coś z tego miałyście i jaka jest wasza opinia. Do usłyszenia!

piątek, 9 maja 2014

PROJEKT DENKO: marzec 2013

Miało być dawno, dawno temu, a jest dopiero teraz, gdyż podczas rekonwalescencji w domu po wyrwaniu ósemki (zdecydowanie nie polecam) zajęłam się porządkami w szafie, zamiast w kosmetyczce. Efekty są takie, że drzwi do rzeczonego mebla w końcu się zamykają, jest przejrzyściej i przestronniej. I like it! Ale i wciąż tak mam wszystkiego więcej, niż przeciętny obywatel ;-) Coby się pozbyć chociaż części, zapraszam was na opóźniony (ostatnio u mnie w modzie) marcowy Projekt Denko!


1.  Domowe Recepty, Nawilżający balsam do włosów cienkich i osłabionych - duża, bo aż 450 ml butla odżywki z prostym, krótkim składem bez silikonów i podejrzanych konserwantów za niewielką cenę. Moje włosy są cienkie i może już nie tak bardzo osłabione, ale dobrym nawilżeniem nie pogardzą, a ten balsam niestety kiepsko sobie z tym radził. Troszkę wygładzał, odrobinę odżywiał, ale zdecydowanie było to za mało, żebym pomyślała o repecie. Zapach też mi nie pasował.

2. Balea, Professional, Blond Shampoo - powiem wam szczerze, że po zużyciu całej tubki, dalej nie mam jakiegoś konkretnego zdania na temat takiego szamponu. Niby nie był zły, poprawiał kolor moich farbowanych na blond włosów, ale czasami miałam po nim sztywne włosy na czubku głowy i jakby niedomyte... Nie wiem, czy do niego wrócę, może skuszę się na wypróbowanie innego szamponu z Balea Proffesional.

3.  Balea, Professional, Blond Spulung - równie rzadka i przez to niewydajna jak ta z serii Oil Repair, starczyła mi na niecałe 3 tygodnie. Nawilżała i wygładzała włosy w dostatecznym stopniu, ale rewelacji nie było, za to pachniała jak szamponetki którymi dawno, dawno temu farbowałam włosy, ale nie wiedzieć czemu, bardzo lubię ten zapach. Nie wiem, czy kupię ponownie.

4. Alverde, 2-Phasen-Sprühkur, Aloe Vera Hibiskus - na początku spisywała się bardzo dobrze, ale pod koniec chyba zostało więcej fazy olejowej, bo zaczęła przetłuszczać włosy. Raczej po nią więcej nie sięgnę, ze względu na zawartość tego nieszczęsnego alkoholu, poza tym irytowała mnie zacinająca się pompka, chociaż widziałam, że teraz są w innych buteleczkach.

5. Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond - odebrałam ją jako nagrodę za punkty w SuperPharm, więc aż tak bardzo nie ma co płakać, ale pluję sobie w brodę, że nie zdecydowałam się na sprawdzoną wersję z olejami, bo ta była tragiczna. Kolejna maseczka Biovaxa, która okazała się być bardzo przeciętnym produktem. Włosy po niej były totalnie przylizane i błyszczące, a mnie taki efekt kompletnie nie satysfakcjonuje. Zero tytułowej regeneracji, zapach sztuczny i męczący na dłuższą metę, musiałam wiązać włosy następnego dnia, żeby go nie czuć, bo mnie drażnił. Niewydajna, starczyła mi na 4 szalone użycia. Nie polecam, ja już więcej nie zakupię masek tej firmy, gdyż nie są tego warte.


6. Sanoflore, Jedwabisty żel pod prysznic ze zmiękczającym ekstraktem z Wanilii Bio - no cóż, jak dla mnie to zwykły żel z SLSami za duże pieniądze. Dostałam od koleżanki końcówkę, gdzieś tak z centymetr na dnie i potestowałam przez tydzień, gdyż strasznie byłam ciekawa zapachu, ale okazało się, że nie ma w nim specjalnego czy zachwycającego. Moim zdaniem, nie ma co przepłacać za żele pod prysznic ;-)

7. Galenic, Argane, Krem odżywczo-regenerujący do rąk i paznokci - chyba najgorszy krem do rąk, jaki kiedykolwiek miałam. Kompletnie nic nie odżywiał ani nie nawilżał, wręcz po chwili od aplikacji ręce były jeszcze bardziej szorstkie niż przed. A fe, co za bubel! Nigdy, nigdy, przenigdy więcej.

8.  NUXE, Body, 24-godzinny nawilżający balsam do ciała - mmm, ten zapach! Ciepły, otulający migdał z delikatnym kwiatowym akcentem. Kocham, kocham, kocham. A działanie w niczym mu nie ustępuję, porządnie nawilża i nie zostawia tłustej warstwy. Wywaliłabym ze składu silikony, ale i tak nie jest źle przy tej ilości naturalnych olei. Cena wysoka, ale pewnie kupię ponownie w celu rozpieszczania samej siebie ;-)

9. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa - fanką płynów micelarnych nie zostałam, więc zużyłam go jako tonik. Wolę spienić żel, chwilkę poczekać i delikatnie zmyć pianę, bez tego całego pocierania. Poza tym, nie wyobrażam sobie mycia bez wody. To moja druga butelka, przy pierwszej pisałam wam, że po jego użyciu wystąpiło zaczerwienienie, teraz na szczęście wszystko było cacy. Mam jeszcze dwie butelki kupione w przypływie szaleństwa, które zużyję, ale więcej nie kupię.

10.  Baikal Herbals, Pianka do mycia twarzy do wszystkich typów skóry - wydajna, praktycznie bezzapachowa, dobrze i delikatnie oczyszczała bez uczucia ściągnięcia. Nie radzi sobie z makijażem, ale u mnie idealnie sprawowała się przy porannym myciu. Do tego delikatny i naturalny skład oraz niska cena mówią, że na pewno kiedyś jeszcze się spotkamy.

11. Joanna Sensual z ekstraktem z rumianku - nie był to bubel, ale zdecydowanie wolę żele Venus, tworzą gęstszą pianę, są wydajniejsze i mają ciekawsze zapachy. Nie skuszę się więcej.


12. Hotelowe kulki do kąpieli - ja za wanną nie przepadam, więc leżały dłuższy czas dwie sierotki, aż się rozchorowałam i zaległam w gorącej kąpieli. Były niezłe, ale ani mi takie cuda potrzebne, ani się ich normalnie kupić nie da.

13. Ahava, krem do rąk z minerałami z Morza Martwego - po jego użyciu miałam wrażenie jakby moje ręce były pokryte solidną warstewką silikonów i jednocześnie mega wygładzone. Nic specjalnego nie robił, ale używało się go całkiem przyjemnie. Kupiłam ostatnio zestaw miniaturek Ahavy na promocji -70% z tym kremikiem, ale więcej raczej się nie skuszę, tym bardziej w regularnej cenie.

14. Biosilk Treat, Silk Filler - nie zauważyłam jakiegoś specjalnego działania, ot taki psikacz przed czesaniem. Skład nie najgorszy, ale niewart moim zdaniem swojej ceny. Nie kupię więcej.

15. Nuxe, Nawilżajacy sztyft do ust - był ok, ale bez rewelacji, daleko mu do masełka z tej samej serii czy pomadki Alterry. Szkoda też, że 1/4 produktu trzeba wygrzebywać z opakowania. Mam jeszcze duopack w zapasach, ale więcej się raczej nie skuszę.

16. Clarins, Daily energizer cream-gel - odziedziczyłam po koleżance 1/3 opakowania, szybko się skończył, bo dużo go nie było. Lekko nawilżał i matowił, dobrze się wchłaniał przy mojej tłustej cerze. Ale cudownych właściwości nie miał, ani też rewelacyjnego składu, więc za tę cenę, na pewno nie kupię ponownie.

17. Etiaxil do skóry wrażliwej - kolejna rzecz z tego denka, którą kończyłam po koleżance :P Śmierdział tak, że mój kot uciekał w panice, czasami piekł pod pachami, tak jak Ziaja, więc wybieram Ziaję, bo jest milion razy tańsza, a efekt ten sam.


18. Facelle, Chusteczki do higieny intymnej - tanie, delikatne, skuteczne. Niezastąpione, kiedy brak prysznica/wanny. Już mam kolejne opakowanie.

19. Fitokosmetik, Maska szmaragdowa odżywcza z rumiankiem i melisą - czyli po prostu zielona glinka. Niedroga, skuteczna, ta której używam obecnie nie jest tak dobra. Kupię ponownie.

Na sam koniec kilka saszetek. Z maseczek zainteresowała mnie jedynie próbka 12% pellingu glikolowego Le'Maadr, był całkiem mocny jak na peeling enzymatyczny. Po Dermedicu nie widziałam większego efektu złuszczenia, a ta z Rival de Loop bardzo ładnie pachniała, ale była dla mnie za bogata, więc więcej nie kupię. Krem do stóp z Nuxa fajny, ale moje pięty preferują produkty silnie zmiękczające z dużą zawartością mocznika. Jeśli chodzi o ten z Propodii, to wolę spraye przeciwko poceniu stóp, mam wrażenie, że krem je tylko wzmaga, mimo zawartości aluminium w składzie. Nuxowski nawilżacz był niezły, ale nie jestem w stanie przetrawić jego zapachu, a konsystencja Ecerinowskiego Hyaluron-Fillera to dla mnie porażka, nie ważne w jakiej postaci, moja skóra go nie lubi. A wyrzutkiem jest żel antybakteryjny Oriflame, który dawno temu dostałam od cioci. Ja albo wolę ręce umyć albo wytrzeć w mokre chusteczki, dla mnie taki żel tylko rozmazuje brud. Poleżał lat kilka, a teraz leci do kosza. Adios!

Ja widzicie denko spore i jestem z niego bardzo dumna. Sporo rzeczy ubyło, a w marcu kupiłam tylko wspomniany zestaw Ahava i 4 rzeczy w DMie. I troszkę przybyło z wymian i udało mi się wygrać w konkursie tajlandzkie cudeńka. Mimo, że więcej rzeczy wyszło niż przyszło, miejsca w szafce wiąż brak, ech ech. Na szczęście coraz lepiej idzie mi niekupowanie, więc może w dalekiej przyszłości dotrę do kosmetycznego minimalizmu ;-) A jak wam poszło zużywanie w marcu? Koniecznie dajcie mi znać!

poniedziałek, 31 marca 2014

PROJEKT DENKO: luty 2014

Wszyscy chwalą się swoimi marcowymi denkami, a ja będę smęcić o dawno zapomnianym lutym. Już prawie sama zdążyłam zapomnieć, co trafiło do pustakowej torby w zeszłym miesiącu. Ale czas zdmuchnąć kurz, wylać przez klawiaturę wszelkie żale i zachwyty i pożegnać się z kolejnym stosikiem śmieci. Swoją drogą, w marcu zebrałam naprawdę pokaźne grono pustaków, prawie nic nie ubyło, a w szafce miejsca brak tak samo, jak dwa miesiące temu, jak to się dzieje?!


Podsumowując w lutym zużyłam: 10 kosmetyków pełnowymiarowych, 5 miniaturek i 5 próbek.


1. Batiste, Suchy szampon Lace - niestety nie dołączę do fanek tych suchych szamponów. Dość mocno bielił moje włosy i nie dało się tego wyczesać, nie trafiłam z zapachem, bo wyczuwałam go przez kilka dobrych godzin i wcale mnie to nie cieszyło, nie był wydajny, bo ta butla starczyła może na 10 razy i efekt odświeżenia włosów utrzymywał się do 3 godzin. Byłam bardziej zadowolona z wcześniejszego Klorane, który niestety zabija ceną, ale prawdopodobnie odnalazłam swoją miłość w obecnie używanej Isanie, więc nie kupię ponownie.

2. Kallos, Keratin, Maska keratynowa z proteinami mleka i keratyny - jej recenzję znajdziecie tutaj. Dalej twierdzę, że to fajna maska, która pomogła mi zregenerować włosy, ale przy okazji strasznie je oblepiała, więc musiałam ją nakładać przed myciem. Na razie do niej nie planuję wracać, gdyż pokochałam bardziej naturalną pielęgnację.

3. Love2MIX Organic, Szampon 2 w 1 do Ciała i Włosów - tani jak barszcz, delikatny szampon o fajnym naturalnym składzie. Czy ktoś ich w ogóle jeszcze nie zna? Bardzo dobrze się sprawował przez całą wielgachną butlę, zostawiał włosy miękkie, miał przyjemny, orzeźwiający zapach, mam też wrażenie, że dzięki zawartości witaminy C poprawiał odcień moich farbowanych na blond włosów. Zdecydowanie jeszcze do niego wrócę i mam nadzieję, że wtedy napiszę dla was jego pełną recenzję, bo zdecydowanie na nią zasługuje.

4. Decubal, Łagodzący i kojący żel przeznaczony do skóry podrażnionej - miałam tylko raz okazję wypróbować go na poparzonej skórze palca i sprawił się całkiem przyzwoicie, resztę zużyłam jako balsam do ciała, bo miał krótką datę ważności. Tutaj sprawdził się przyzwoicie, ale bez rewelacji, żałuję, że nie miał szans doczekać lata, może wtedy mógłby się wykazać. Nie planuję zakupu, chyba, że będę w potrzebie.

5. La Roche-Posay, Woda termalna - dość długo męczyłam tę butelkę,koniec końców zużyłam ją do rozrabiania glinek i psikania po twarzy, żeby nie wysychały. Myślę, że właściwości takiej wody docenią bardziej osoby z cerą wrażliwą i naczynkową, dla mnie to zbędny gadżet, a mam tego naprawdę sporo w domu więc będę dalej psikać. Swoją drogą atomizer był gorszy niż w miniaturce, którą teraz używam, pluł nieregularnym strumieniem, co było dość irytujące.


6. VOV, Baby Shine Foot Peeling Pack - czyli sławne koreańskie skarpety peelingujące. Te tutaj za 27 zł nie różniły się niczym od tych wcześniejszych za 40 zł, kolejne warstwy zrogowaciałego naskórka pożegnały moje stopy, które już są prawie gotowe na wiosnę i sandałki ;-) Gorąco je wam polecam, ja nie wyobrażam już sobie bez nich pielęgnacji stóp!

7. Rival de Loop, Pielęgnujący tonik do twarzy - zakochała się w płynie do demakijażu tej firmy, ale tonik mnie już tak nie zachwycił, po prostu sobie był i się skończył. Ma dość intensywny zapach, zostawiał delikatną warstewkę na twarzy i zawiera kwas salicylowy, więc nie wolno przemywać nim oczu. Liczyłam na większy efekt z racji zawartości owego kwasu. Źle nie było, ale nie planuję powrotu, będę szukać czegoś lepszego.

8. Eucerin, Anti-Perspirant przeciw silnemu poceniu - mój pierwszy apteczny antyperspirant i widzę różnicę. Zapewniał wysoką ochronę, a mam duży problem z poceniem, miał przyjemny, nienachalny zapach, wystarczył na 2,5 miesiąca codziennego stosowania. I co ważne, nie brudzi ubrań. Jedynie mogę się przyczepić niewygodnej szklanej buteleczce i kremowej konsystencji, której trzeba było dać chwilę, żeby wyschła. Teraz testuję Biodermę, z której również jestem zadowolona, więc zdecydowanie zostanę przy aptecznych kulkach, jeszcze trochę mi ich do testowania zostało.

9. Orfilame, Deodorising Body Spray Eclat Women - dawno, dawno temu "uszczęśliwiła" mnie tym specyfikiem ciocia, niedawno postanowiłam, że nadszedł czas, aby skończył niepotrzebnie zajmować miejsce na toaletce i wrzuciłam go do torebki i szybko zużyłam. Zapach taki sobie, trwałość średnia, mnie w ogóle perfumy i ich pochodne z katalogów nie kręcą.

10. Balea, Enzymatyczny peeling-maska - o tym bublu pisałam wam tutaj, jedynym jego atutem był zapach, a tak poza tym to nie widziałam większych efektów. Nawet by mi przez myśl nie przeszło, żeby znowu zakupić, tym bardziej, że zaopatrzyłam się w bardzo dobre koreańskie peelingi enzymatyczne.



Na koniec garść próbek i jednorazówek. Po zużyciu 3 ampułek Radical mogę wam tylko powiedzieć, że nie przyspieszają przetłuszczania się włosów, ale i tak zmienili formułę, więc na niewiele wam się ta wiedza przyda. Tonik Payot wyglądał zachęcająco, ale cena powala z nóg, podobnie jak kremu do stóp Ahavy, ale i tak byłby za słaby do moich raciczek, zdecydowanie polecam do tych niewymagających. Podobnie jak krem do stóp Nuxe, chociaż tutaj jest nieco lepiej, to dla mnie wciąż za mało. Maseczka Efektimy trochę, a nie doskonale nawilżyła, zdecydowanie nie sięgnę po nią więcej, tak jak po nawilżający agawowy krem Skin Food, który wcale a wcale nie chciał się wchłonąć i po 3 godzinach się poddałam i poszłam umyć buzię. Serum Biodermy też jakieś takie średnio wchłanialne i średnio nawilżające było dla mojej tłustej cery, mam jeszcze dwie próbki to może coś się zmieni w tej kwestii. Ostatni rodzynek to krem do rąk Love Me Green, który jest jednym z lepszych testowanych przeze mnie produktów tej firmy, ma specyficzny zapach który polubiłam i przyjemne działanie, jednak nie skuszę się raczej na jego zamawianie, mogę coś równie dobrego dostać stacjonarnie.

To teraz pustaczki tup tup do odpowiednich kontenerów, a my możemy robić zakłady, kiedy uda mi się wrzucić na bloga post z marcowymi zużyciami. Ale ostrzegę was, że może to być wcześniej niż później, gdyż w środę idę na wyrwanie ósemki i kiedy będę w łóżku umierać i łykać ketanole, może mnie najść ochota na blogowanie. Tak więc do usłyszenia!

niedziela, 2 marca 2014

Styczniowe podsumowanie zakupowe

Korzystając z niespodziewanie wolnej niedzieli kontynuuję nadrabianie zaległości blogowych. Dzisiejszy jubileuszowy, bo już setny post na moim blogu będzie o tym, co przybyło do moich, już i tak przepełnionych szafek. Chwalipięctwo rozpustą czas zacząć!


Bioderma pozytywnie zachęciła mnie sobie płynem micelarnym do cery tłustej i mieszanej, więc dałam jej kolejną szansę i skusiłam się na duopacki w atrakcyjnych cenach. Zarówno komplet antyperspirantów jak i żeli do mycia twarzy kosztował 29,95 zł (jeden żel wzięła koleżanka). Dodatkowo dostałam kilka próbek, znam już te produkty, ale z przyjemnością je zużyję, a z kremu liftingującego ucieszyła się mama, gdyż mi jeszcze zdecydowanie nie jest potrzebny ^^ Antyperspirant jest już w użyciu i jestem z niego zadowolona, niedługo postaram się przygotować recenzję porównawczą kulek od Eucerina i Biodermy.


Kolejna grupka przywędrowała do mnie z wymianki, kto śledzi mojego bloga wie, że bardzo je lubię. Suchy szampon Isany już stał się moim ulubieńcem w tej kategorii, a przetestowałam kilka innych i zdecydowanie wolę go od Batiste. Co do żelu Effaclar od La Roche-Posay to już po kilku użyciach mogę stwierdzić, że dobrze oczyszcza, ale przy okazji przesusza skórę. Krem Sylveco na razie czeka na swoją kolej, dopiero będę zaczynać przygodę z tą firmą, ale muszę najpierw powykańczać to co mam już pootwierane z kremów do twarzy.


Sponataniczne zakupy w Rossmanie zaoowocowały trzema rzeczami, które w ogóle akurat nie były mi niezbędne. Najmniejsze wyrzuty sumienia mam z powodu żelu do higieny intymnej Facelle, gdyż mimo, że aktualnie używana pianka starczy mi jeszcze na dwa miesiące, to nie mam nic innego z tej kategorii w zapasach. Tym razem postawiłam na wersję Fresh. Olejki Alterra miał już chyba każdy, a ja nie, a ten był akurat w promocji. Promocję mnie kiedyś zgubią. O lakierach z zimowej edycji limitowanej Lovely naczytałam się na blogach i pod wpływem waszych wpisów zdecydowałam się na zakup, ale szczerze mówiąc nie zachwycił mnie specjalnie. Balsamów mam milion, ale ten od Tołpy udało mi się kupić za 10 zł z groszami, a nigdy nic nie miałam z tej firmy, więc teraz mam milion pierwszy. Amen.


A tutaj zbiór różności który dostałam od koleżanki, większość na kilka użyć, więc z częścią już się rozprawiłam. Nie dość, że z szafek mi się wysypuje, to jeszcze jakieś śmieci znoszę do domu, no cała ja!


Tutaj już bardziej racjonalnie, mimo, że od rosyjskich cudeniek można dostać oczopląsu, to wybrałam tylko wcierkę na porost włosów od Babuszki Agafii i drewnianą podstawkę pod mydło aleppo, które postanowiłam uwolnić z szuflady na rzecz wanny. Ale jakością to ta podkładka nie grzeszy.

To już wszystko. Było prawie, prawie z głową, chociaż połowa tych rzeczy nie była mi akurat niezbędna. Czy ktoś kiedyś widział blogerkę kosmetyczną, która nie kupiła w danym miesiącu ani jednej zbędnej rzeczy? Dla mnie jest to chyba niemożliwą niemożliwością.

czwartek, 27 lutego 2014

Projekt Denko: Styczeń 2014

Ech. I tyle wam powiem. Znowu mnie nie było, luty był dla mnie niezbyt przyjemnym miesiącem, a marzec nie zapowiada się wcale lepszy. Aktualnie mam już zajęty każdy dzień przyszłego miesiąca pracą i uczelnią, często jest to plan na 12 h. Ale nie chcę zamykać tego bloga, lubię tu pisać, więc mam nadzieję, że zrozumiecie i jeśli uda mi się tu coś naskrobać, to wpadniecie i poczytacie :-)
A teraz zaległe styczniowe denko! Ze styczniowych zużyć jestem bardzo zadowolona, z planu nie udało mi się wyzerować tylko jednej rzeczy, a dodatkowo przerzedziłam półkę z kremami do twarzy, a jest to wyzwanie, gdy używa się 10 różnych produktów w tym samym czasie.


1. Manila Bond, Spirit, Deodorant - tak jak jego brat o innej nucie zapachowej strasznie dusił przy rozpylaniu, chronił średnio (w końcu to tylko dozodorant), więc zużyłam go w dni, kiedy nie musiłam wychodzić z domu. Zapach też mi średnio podpasował. Nie kupię.

2. Synchroline, Aknicare CB, Preparat w sprayu do stosowania na skórę pleców i dekoltu - dostałam połówkę od koleżanki, kiedy poskarżyłam się na wysyp niedoskonałości na dekolcie i nie tylko, gdyż jej chłopakowi pomógł. U mnie nie zdziałał zupełnie nic. Ropne gule w ogóle nie odczuły, że cokolwiek zostało na nie zaaplikowane. Nie kupię.

3. Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Aktywne serum modelujące brzuch i pośladki - recenzowałam go tutaj. Wykończenie go zajęło mi rok (ale używałam średnio regularnie), gdyż pojemność względem powierzchni ciała do której jest przeznaczony, jest ogromna. Nie był to zły produkt jak na Eveline, ale pokochałam naturalną pielęgnację, więc więcej nie kupię.

4. Physiogel, Łagodzący balsam do ciała - naprawdę, naprawdę dobry balsam do ciała. Skóra była mega odżywiona, nawilżona, zregenerowana i poprawił się jej koloryt. Szybko się wchłaniał i nie zostawiał tłustego filmu. Wydajny, chociaż trochę drogi (ok. 50 zł). Z chęcią skuszę się kiedyś ponownie.



5. Organic Shop, Organic Algae & Pearl Mineral Conditioner - dobra odżywka, ale bez rewelacji. Ma bardzo gęstą konsystencję balsamu, przez co pod koniec ciężko ją było wydobyć z tragicznie źle dobranej butelki. Ma krótki skład, który mimo nazwy firmy zawiera tylko dwa ekstrakty roślinne. Na tę wersję więcej się nie skuszę, ale nie wykluczam, że spróbuję innych.

6. Decubal, Olejek pod prysznic i do kąpieli - recenzowałam go tutaj. Bardzo dobry produkt, jeśli szukacie myjadła, które delikatnie oczyści waszą skórę i ją nawilży. Kupię ponownie.

7. Klorane, Odżywka bez spłukiwania na bazie wyciągu z granatu - bardzo dziwny produkt, którego miniaturka 50 ml starczyła mi na 3 aplikacje, a pełnowymiarowa wersja ma tylko 100 ml i kosztuje ponad 40 zł. Za pierwszym razem nic nie zrobił, za drugim było naprawdę fajnie, a za trzecim mocno obciążył włosy i nie wyglądało to fajnie. Firmua Klorane z naturą za wiele wspólnego nie ma, tutaj mamy bombę silikonów i innej chemii, chociaż ekstarkt z granata plasuje się w połowie składu, a nie tak jak w niektórych ich szamponach, gdzie tytułowego bohatera (bohaterkę) znajdziemy na ostatnim miejscu, zaraz po substancjach zapachowych. Nie kupię.



8. Isotrexin - preparat na trądzik, który mnie wyleczył z tej przypadłości. O więcej spytajcie swojego dermatologa, gdyż jest to lek wydawany na receptę ;-)

9. La Roche-Posay, Hydraphase Intense Legere - nie wiem co ja w głowie miałam, jak go kupowałam. W składzie silikon, alkohol denaturatowy, nie nawilżał, był niewydajny. Nigdy więcej!

10. La Roche-Posay, Effaclar Duo - może i stany zapalne zlikwidował, ale przy okazji niesamowicie wysuszył moją obecnie tłustą cerę. Nie kupię ponownie.


A na koniec troszkę próbek i saszetek. Bardzo lubię koreańskie maski w płacie, chociaż super składów nie mają, to dobrze nawilżają skórę twarzy. Nawilżane chusteczki Alterra przydają się w wielu różnych sytuacjach, mają dobry skład i są tanie, moje ulubione. Złuszczająca Propodia do stóp bardzo przysłużyła się moim piętom, kupię pełnowymiarowe opakowanie. Peeling Love Me Green to rzadki żel z odrobiną drobnych drobinek o niewielkiej przydatności, poza tym śmierdział. Podkład Double Wear miał był bardzo jasny według ekspedientki w Sephorze, okazało się, że robi ze mnie wieloletnią fankę solarium, więc zmyłam go szybciej niż nałożyłam. Zapach Apparition był bardzo subtelny, nie w moim guście. Jeśli chodzi o produkty Pat&Rub to dla mnie wszystkie pachną identycznie - cytrynowo - a kremy do rąk są tylko i wyłącznie dla dłoni bezproblemowych i niewymagających. Lepiej sprawdził się ten od Mythos, miał zdecydowanie bogatszą i bardziej odżywczą konsystencję i co za tym idzie - działanie. Żel pod oczy z Biodermy sprawił bardzo dobre wrażenie, szybko poradził sobie z moimi cieniami pod oczami. Emulsja matująca Iwostinu to dla mnie średni produkt, gdyż i tak zapewnia mi mat na co najwyżej kilka godzin, a nie widzę powodu, aby dręczyć moją cerę solami aluminium. Maseczka Efektimy niewiele oczyściła po jednej aplikacji, poza tym zawiera alkohol denaturatowy i uwalniacz formaldehydu. Maseczki Rival de Loop były ok, chociaż zraziłam się do maseczek tej marki po pieczeniu wywołanym maseczką nawilżającą.

środa, 5 lutego 2014

Nabytkowe podsumowanie grudnia

Pewnie patrzycie na tytuł tego posta i myślicie, że pomyliły mi się miesiące. Otóż nie, po prostu nadrabiam styczniowe zaległości. Grudzień był u mnie miesiącem dość sporego folgowania sobie jeśli chodzi o zakupy, przybyło całkiem sporo rzeczy, pewnie znowu więcej niż zużyłam. A jutro wam pokażę co kupiłam w styczniu, a następnie styczniowe zużycia.


Na pierwszy rzut idzie Rossmann, miałam wejść tylko po żwirek dla kota, a skończyło się jak widać. Udało mi się upolować paletkę Nude make up kit od Lovely, szczerze mówiąc jeszcze jej nie używałam, tylko testowałam na ręce, ale wstępnie mogę powiedzieć, że za cenę niecałych 12 zł warto się na nią skusić. Wzięłam też brokatowy piaskowy lakier od Wibo, ale nosiłam go tylko na jednym paznokciu, gdyż źle czułabym się w takim ciemnym manicure. Skusiłam się też na mydło Alverde do rąk, wiem, że sporo z was narzekało, iż przesusza ono ręce, ale chciałam sama to sprawdzić. Oraz na pomadkę Alverde i powiem wam, że jest to rewelacyjna pomadka ochronna za kilka złotych i jak dla mnie, wcale nie ma nieprzyjemnego zapachu. Na zdjęciu nie ma mini dezodorantu Isana, który został u chłopaka, a który lubię mieć w torebce.


Skusiłam się też na szczotki Tangle Teezer, od razu kupiłam wersję elite do domu i compact do torebki. Faktycznie bardzo dobrze radzą sobie z rozczesywaniem moich prostych, długich i cienkich włosów, używam ich chodziennie od ponad miesiąca i jestem bardzo zadowolona.


Dalej mamy Superpharm, gdyż nie mogłam przejść obojętnie obok promocji -40% na makijaż. Wybrałam dwie odżywki Essie do paznokci (nie mogłam zdecydować się którą wolę xD), sztuczne rzęsy, które okazały się niewypałem, gdyż nie dałam rady ich przykleić i były zdecydowanie za długie oraz żel i balsam do ciała Fa na wyprzedaży zestawów świątecznych za 7,49 zł. Żel i balsam mają całkiem nie głupie składy, zobaczymy co z tego wyniknie. Preparat Synchroline i próbki dermokosmetyków to prezenty od koleżanek, szczególnie ciekawi mnie krem do stóp z Nuxe.


Dalsze kombinowane z upiększeniem rzęs na sylwestra zaowocowało nabyciem kleju Duo z Inglota i kępek z Golden Rose. Tu już było lepiej, chociaż muszę jeszcze poćwiczyć ich przymocowywanie. Z racji że skończył mi się antybiotyk z izototeiną zastąpię go żelem z samą izotroteiną, w celu dalszego złuszczania naskórka. Maść na odciski podpatrzyłam na którymś z blogów jako alternatywę dla koreańskich peelingów złuszczających, wezmę ją w obroty na dniach.


A te rosyjskie cudeńka przybyły do mnie z bardzo miłej wymiany, wsadziłam łapki już w prawie wszystko i niedługo zaczną się pojawiać recenzję, jeśli coś was zainteresowało. Ten mały słoiczek do krem na noc Natura Siberica do cery tłustej i mieszanej.

Uf, to już wszystko, teraz muszę się zastanowić jak to poupychać po szafkach xD

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wyniki świątecznej oddawaji!

Tak, jak obiecałam, publikuję od dawna wyczekiwane wyniki świątecznej oddawajki! Uzbierałyście aż 123 punkty, a generator liczb losowych (swoją drogą miałam o nich przedmiot w tym semestrze) pokazał:


Punkcik ten należy do:

anioleek89


A będąc dokładnym, jest to punkt za polubienie mojego fanpage'a na Facebooku ;)

Serdecznie gratuluję zwyciężczyni i już biorę się za pisanie maila (na adres czekam 7 dni), a was zapraszam na kolejne rozdania, planuję ruszyć z następnym jeszcze w tym miesiącu ;-)

niedziela, 2 lutego 2014

Dwa styczniowe buble: Flos Lek i Yves Rocher

Witajcie cieplutko po przerwie! Dobrze, że styczeń się już skończył, gdyż prawie dosłownie, padam na mordkę. Każda część mojego ciała woła: "Daj nam odpocząć!" ale tak się stęskniłam za moim blogiem, że postanowiłam chociaż coś lekkiego i krótkiego skrobnąć. Ale niestety peony pochwalne to nie będą, gdyż zapraszam was dzisiaj na buble miesiąca stycznia.


Nie chciało mi się tym produktom nawet robić zdjęcia, nie będzie też opisów, składów itp. Nie zasłużyły :P

FlosLek, Eye Care, Dwufazowy płyn do demakijażu oczu - cóż tu dużo mówić, może i zmywa, co ma zmywać, ale oczy po tym procederze pieką przeokropnie. Widziałam, że nie tylko mnie, że inne dziewczyny też się skarżyły, więc to nie może być przypadek. Nie pomogły pantenol, świetlik i badania okulistyczne. Produkt dostałam na zlocie blogerek.

Yves Rocher, Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat - widzę, że zniknął już ze strony sklepu internetowego, więc firma chyba przemyślała jego beznadziejność. Po pierwsze w ogóle nie zmywa makijażu, ale chciałam wykorzystać go jako tonik. Niestety nawet do tego się nie nadawał, gdyż moja buzia po jego użyciu była cała czerwona. Czyżby wina metylparabenu w pierwszej połowie składu? Swoją drogą zawsze ciekawi mnie, jak Yves Rocher z taki a nie innym składami, udaje firmę z naturalnymi kosmetykami? Kupiłam w jakiejś super-hiper promocji za 5 zł za kosmetyk i od tej pory bombardują mnie swoją ofertą mailowo i listownie. Skutecznie unikam.

No, to by było na tyle wylewania żali. Naskarżyłam co chciałam i idę liczyć głosy z rozdawajki, wyniki opublikuję po północy!

niedziela, 19 stycznia 2014

Mała przerwa sesyjna + ostatni dzień oddawajki

Jak widzicie na blogu zapanował zastój i jak zapewne się domyślacie, spowodowany jest on okresem zaliczeniowo-sesyjnym na uczelni. Jeszcze nie wiem dokładnie, kiedy uda mi się coś napisać, może to będzie za tydzień, może dopiero w lutym. Tymczasem przypominam wam o trwającej do dzisiaj do północy oddawajce i uciekam do nauki, buziaki!


PRZEDŁUŻONA DO 19.01!

środa, 8 stycznia 2014

Po raz pierwszy książkowo na moim blogu!

Dzisiaj chciałabym wam pokazać moje ostatnie nabytki książkowe, więc na blogu będzie prawie "lajfstajlowo". Bardzo, ale to bardzo lubię czytać, wręcz połykam książki, ale niestety aktualne ich ceny w porównaniu do moich zarobków studentki często każą mi się łapać za głowę. Czy wy też tak macie, że 30-40 zł to dla was stanowczo za dużo za przyjemność, z którą rozprawicie się w 2-3 dni? Dlatego też to, co widzicie na zdjęciu poniżej, to cały mój książkowy dorobek roku 2013. Zapewne dla większości z was mało, ale ja się cieszę z każdego nowego tomu w biblioteczce, która ostatnio nie jest zbyt często odświeżana.
Jak nietrudno zauważyć, gustuję w fantasy, czytuję chyba wszystkie możliwe jego gatunki. Jestem też zagorzałą fanką wydawnictwa Fabryka Słów, a w szczególności polskich autorów, którzy u nich publikują. Chociaż od czasu do czasu zdarza mi się chwycić dla odmiany coś innego.


Biografię Coco Chanel kupiłam już dość dawno na promocji w Matrasie za całe 12 zł, Herezjarcha to prezent świąteczny od chłopaka, a pozostałe tytuły upolowałam na wyprzedaży w Carrefourze płacą za pierwsze trzy po 9,99 zł i 14,99 zł za ostatnią.

A jakie jest wasze zdanie na temat cen książek? Często zdarza wam się jakąś kupić? Napiszcie mi co lubicie czytać i co byście mi poleciły :)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Recenzja: Balea Professional, Oil Repair Spulung + przedłużenie oddawajki

Piękna wiosna tej zimy, nie uważacie? :D Sądzicie, że uda nam się w tym roku uniknąć marznięcia? Chociaż chyba byłoby trochę smutno, gdyby cała zima obyła się bez śniegu :-)
Dzisiaj przychodzę do was po pierwsze z przedłużeniem oddawajki - do 19 stycznia, czyli moich urodzin :D Więc jeśli jeszcze się nie zgłosiłyście, to macie okazję! A po drugie - z recenzją odżywki Balea Professional, która szturmem podbiła blogosferę. Jeśli chcecie poznać moją opinię na jej temat, zapraszam.


Opis producenta: Profesjonalna odżywka do suchych i zniszczonych włosów, zawierająca pielęgnujący olejek arganowy. Nawilżający kompleks z białka pszenicy, pantenol oraz gliceryna stymulują i pobudzają cebulkę włosa oraz wzmacniają całą jego strukturę.

Cena: 1,45 euro

Pojemność: 200 ml

Skład: AQUA · GLYCERIN · CETEARYL ALCOHOL · ISOPROPYL PALMITATE · BEHENTRIMONIUM CHLORIDE · ARGANIA SPINOSA KERNEL OIL · PARFUM · PANTHENOL · ISOPROPYL ALCOHOL · SODIUM BENZOATE · HYDROLYZED WHEAT PROTEIN · POTASSIUM SORBATE · CITRIC ACID.


Opakowanie: Miękka tubka, trochę ślizga się w mokrych rękach. Czasami zdarzało mi się wycisnąć zbyt dużo produktu ze względu na rzadką konsystencję. Oczywiście wymaga rozcięcia aby wydobyć resztki ;-)

Konsystencja i wydajność: Odżywka ma bardzo rzadką konsystencję, Co niestety przekłada się na kiepską wydajność. Mi starczyła na ok. 20 aplikacji. Na szczęście nie jest droga :-)

Zapach: Coś w kierunku drogeryjnego kokosa, ja bardzo go polubiłam.

Skład: Bardzo prosty i krótki, bez silikonów, parabenów, formaliny itp. Z wartościowych składników mamy dużo gliceryny oraz olej arganowy, pantenol i białko pszenicy. Jest to produkt wegański.

Działanie: Naczytałam się dziesiątek pochwalnych postów na temat tej odżywki, więc nic dziwnego, że używając jej po praz pierwszy oczekiwałam cudu. I niestety się rozczarowałam. Nie wiem, czy to kwestia przyzwyczajenia moich włosów do silikonowych odżywek, czy wyjątkowo kiepski bad hair day, ale po pierwszym użyciu po wysuszeniu i rozczesaniu włosów wyglądały one, jakbym niczego na nie nie nałożyła. Na szczęście nie poddałam się i konsekwentnie używałam jej dalej, zwiększając jedynie nakładaną ilość do prawie pełnej garści. I nagle coś zaczęło się zmieniać, włosy były gładkie, łatwo było je rozczesać, sądzę, że nawilżenie też się poprawiło. Z wielkiego zawodu narodziła się wielka miłość. Odżywka delikatnie dociąża włosy, ale ich nie obciąża, więc spokojnie można ją nakładać również na skalp. Z czasem udało mi się też opracować technikę nakładania, która pozwoliła na ograniczenie jednorazowej dawki ;-) Jest to tania i lekka emolientowa odżywka do codziennego stosowania i powiem wam, że dużo bardziej przypadła mi do gustu niż osławiony Garnier z masłem karite i awokado.

Podsumowanie: Ja na pewno kupię tę odżywkę jeszcze nie raz, szczególnie do częstego, codziennego stosowania.

sobota, 4 stycznia 2014

Khadi bez certyfikatu BDIH wcale nie jest podróbą!

Witam was tą wieczorową porą :-) Przychodzę do was z ciekawą informacją. Na pewno wiele z was kupowało w sklepie Helfy.pl, a w szczególności indyjskie olejki Khadi. Czy zwróciłyście uwagę na to, jak Helfy przestrzegają przed tym, aby kupować tylko u nich, gdyż produkty Khadi w innych opakowaniach są nieoryginalne? Okazuje się, że wcale tak nie jest! Certyfikat ten jest nadawany w Niemczech i dlatego znajduje się tylko na opakowaniach importowanych z Niemiec, a nie z Indii. Jeśli chcecie dowiedzieć więcej, zapraszam was do przeczytania oświadczenia sklepu Magiczne Indie, gdzie cała sytuacja została przedstawiona szczegółowo:




Indyjska strona khadi www.khadinatural.com

Powyżej oryginalne logo Khadi, a tutaj znajdziecie post na facebooku Khadi Polska (należy do właściciela Helfy.pl), w którym stwierdzono, że tylko kosmetyki z ich logiem i certyfikatem są oryginalne. Nieładnie z ich strony, nie sądzicie?

Mam nadzieję, że przyda wam się ten post i nie będziecie się bały zakupów w innych sklepach :-)

piątek, 3 stycznia 2014

Projekt Denko: Grudzień 2013 + przypominajka oddawajkowa

Witam was w nowym roku :-) Na dobry początek ostateczne pożegnanie z rokiem ubiegłym, czyli grudniowy Projekt Denko. Jestem bardzo zadowolona z grudniowych zużyć, jak widzicie pustych opakowań jest naprawdę sporo, także nowy rok zaczynam z przewietrzonymi szafkami.
Chciałabym wam też przypomnieć o oddawajce na moim blogu, aby do niej trafić wystarczy kliknąć w banner po prawej stronie, gorąco zapraszam, gdyż do zgarnięcia jest aż 9 pełnowymiarowych kosmetyków!


W grudniu udało mi się zużyć 13 pełnowymiarowych kosmetyków, 4 miniaturki i 23 próbki.


1. L'Oreal, Elseve Total Repair Extreme, Odżywka rekonstruująca - patrząc na skład tej odżywki nie wierzę w jej działanie rekonstruujące, po prostu dobrze wygładzała włosy, wspomagała rozczesywanie, ale też potrafiła je mocno obciążyć, także nakładałam ją tylko od ucha w dół. Chcę zrezygnować całkowicie z odżywek drogeryjnych, dążąc ku tym z bardziej naturalnym i odżywczym składem, więc na pewno nie sięgnę po tą ponownie.

2. Gliss Kur Color Protect, Ekspresowa odżywka regeneracyjna - odżywki w spreju Gliss Kura przewijały się cały rok przez moje denka, ta była ostatnia z zapasów. Lubię spsikać nimi włosy przed rozczesywaniem, tym bardziej, że mają nienajgorszy skład jak na produkty drogeryjne. Na razie chcę popróbować innych produktów tego typu, ale pewnie jeszcze się spotkamy.
Następca: Alverde, 2-Phasen-Sprühkur, Aloe Vera Hibiskus

3. L'Oreal, Elseve Cement - Ceramidy, Szampon odbudowujący przeciw łamaniu się włosów - już wam pisałam, że jest to szampon, którego byłam fanką przez kilka lat i zużywałam butelkę za butelką. Teraz kiedy wiem, że są lepsze produkty do mycia włosów, żegnam się z nim na zawsze, chociaż spisywał się przyzwoicie.
Następca: Love2MIX Organic, Szampon 2 w 1 do Ciała i Włosów

4. Balea Professional, Oil Repair Spulung - jest to chyba pierwszy zużyty przeze mnie produkt Balei, który mogę powiedzieć, że pokochałam całym sercem. Droga ku temu była trudna, od rozczarowania do uwielbienia, ale o tym więcej w recenzji, która pojawi się na dniach. Na pewno kupię ponownie!
Następca:  Organic Shop, Organic Algae & Pearl Mineral Conditioner


5. Venus, Żel do golenia z ekstraktem z rumianku Chamomile, Skóra wrażliwa - dostałam go na zlocie czerwcowym i zużywałam od tamtej pory, gdyż częściej chwytałam za depilator niż maszynkę. Teraz odstawiłam całkowicie depilator, więc udało mu się sięgnąć dna, gdyż był bardzo wydajny i dawał gęstą, mięsistą pianę. Przekonał mnie też, że taki żel/pianka to całkiem przydatny wynalazek, zdecydowanie łatwiej i szybciej radziłam sobie z goleniem, wychodziłam też z wanny w jednym kawałku, bez zacięć ;-) Wolałabym tylko mniej cukierkowy zapach, więc porozglądam się za innymi wersjami, ale chętnie kupię ponownie.
Następca: Joanna, Sensual, Żel do golenia dla kobiet z ekstraktem z rumianku

6. Facelle, Płyn do higieny intymnej Sensitive - recenzowałam go tutaj, na pewno kupię ponownie!
Następca:  Facelle, Pianka do higieny intymnej

7. Bath & Body Works, Mydło w piance, Kitchen lemon - miałam je w łazience 3 miesiące, także wydajność na duży plus, zapach też, ale cena jest jak dla mnie kosmiczna, poza tym mam wrażenie, że wysuszało ręce, więc nie kupię ponownie.
Następca: Alterra, Mydło w płynie Limonka&Aloes

8. La Roche Posay, Oliwka myjąca - recenzowałam ją tutaj, na pewno nie kupię ponownie.
Następca: Ducubal, Olejek pod prysznic i do kąpieli


9. BeBeauty, Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu skóra wrażliwa - jest to tani, łatwo dostępny i dobry produkt do demakijażu, ale moim zdaniem niekoniecznie do skóry wrażliwej, gdyż nawet moja, średnio wrażliwa, czasami była zaczerwieniona po jego użyciu. Mam jeszcze dwie czy trzy sztuki w zapasie, więc na pewno pojawi się recenzja. Nie wiem, czy kupię ponownie.
Następca: Yves Rocher, Płyn micelarny do demakijażu z wyciągiem z 3 herbat

10. Rival de Loop, Preparat do demakijażu - recenzowałam go tutaj. Na pewno kupię ponownie, już mi go brakuje!
Następca: FlosLek, Eye Care, Dwufazowy płyn do demakijażu oczu

11. Avon, Naturals, Regulująca maseczka detoksykująca Soja i Trawa Cytrynowa - miałam ją i miałam, jedna z ostatnich pozostałości po katalogowych szaleństwach sprzed lat. Bardzo lubię maseczki glinkowe, szczególnie z kaolinem, ale ta zawierała alkohol denaturatowy i kilka innych świństw, buzia była zaczerwieniona po zmyciu i często piekła, więc cieszę się, że mogę ją wyrzucić i na pewno nie kupię ponownie.
Następca: Fitokosmetik, Maska szmaragdowa odżywcza z rumiankiem i melisą

12. NUXE, Creme Prodigieuse, Krem nawilżający i odżywczy do skóry suchej - recenzowałam go tutaj, jego właściwości spodobały mi się na tyle, że już go odkupiłam, tylko tym razem wersję do skóry mieszanej i normalnej.
Następca: La Roche-Posay, Hydraphase Intense Legere


13. La Roche-Posay, Iso Urea, Mleczko - początek składu jest nienajgorszy, ale moja skóra i tak swędziała jak to przy produktach z parafiną, więc na pewno nie kupię.

14. Johnson's Baby, Mleczko pielęgnujące - szybko się wchłaniało i miało delikatny pudrowy, dziecięcy zaapch, ale poza tym nic nie robiło, nie nawilżało i nie pielęgnowało. Cóż się dziwić jak skład to praktycznie tylko gliceryna i parafina. Nie kupię.

15. Payot, Nourishing Softening Hand Cream - działanie było w porządku, ale miał jak dla mnie zbyt perfumowany zapach. No i ta cena. Nie kupię.

16. Vichy, Normaderm, Żel oczyszczający - był w porządku, dobrze oczyszczał i nie wysuszał mojej buzi. Raczej nie kupię, gdyż chcę sięgać po produkty o delikatniejszym i bardziej naturalnym składzie.

17. Estee Lauder, Beautiful Sheer - dobrze, że miałam tylko 3 ml odlewkę, bo zapach kompletnie mi się nie spodobał. Nie kupię.

18. Rewe, Aksamitna pomadka ochronna - recenzowałam ją tutaj. Jak będę miała okazję to być może odkupię ją na lato, gdyż na zimę jest za słaba.

19. Isana, Deo Spray, Fresh - to mój ulubieniec torebkowy. Całkiem nieźle hroni, mimo, że to tylko dezodorant. Już kupiłam ponownie.


20. Synchroline, Aknicare, Cleanser - żel z kwasem pirogronowym, starczyło mi go tylko na dwa razy i raczej się nie skuszę, gdyż lekko szczypał w buzię, a szczególnie ranki.

21. Novadear, Acne Cleanser - próbkę dostałam od koleżanki, która była zachwycona tym produktem, jak dla mnie przeciętniak o średnim zapachu, więc i tutaj nie planuję zakupu.

22. It's Skin, Mangowhite, Peeling Gel - produkt ten nakładamy na, uwaga! suchą skórę i działa jak gumka do ścierania, usuwając martwy naskórek bez najmniejszych podrażnień i zaczerwienień. Ta miniaturowa próbka starczyła mi aż na trzy razy, a żel trafił na moją must have listę, gdyż jestem zachwycona jego działaniem! Koniecznie muszę kupić.

23. Biały Jeleń, PREbiotic, Hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej - ta wersja spodobała mi się nieco bardziej niż ta, którą pokazywałam wam w zeszłomiesięcznym denku, a dwie 12 ml próbki starczyły mi aż na dwa tygodnie, ale i tak wolę Facelle, więc nie kupię.

24.Pharmaceris, A, Nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu - próbka starczyła mi tylko na jedno użycie, ale nie wykluczam, że się skuszę, gdyż był wyjątkowo delikatny, a Pharmaceris ostatnio coraz bardziej mnie kusi niskimi cenami i bardzo pozytywnymi opiniami.


25. Biały Jeleń, Hipoalergiczny żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem - był strasznie rzadki i niewydajny i w ogóle jakiś taki nijaki. Nie kupię.

26,27. G3, Shampoo &Maschera Idratante - próbki od hurtowni Styler z grudniowego zlotu, jest to nowość i nawet nie udało mi się znaleźć o nich nic w internecie. Są to produkty emolientowe z ekstraktami i olejkami roślinnymi. Szampon mocno splątał i oczyścił włosy, na szczęście odżywka (maska?) trzymana jak zaleca producent 10 minut doprowadziła wszystko do porządku. Nawet nie rozważam zakupu, gdyż konserwantem jest formalina.

28. Eucerin, Hyal-Urea, Krem przeciwzmarszczkowy na dzień - fajny, treściwy krem, ale znowu formalina. Nie.

29. SVR, Lysalpha, Cicapeel gel - strasznie się kleił, a po opiniach w internecie widzę, że na efekty trzeba czekać kilka miesięcy regularnego stosowania, więc raczej się nie zdecyduję.

30. La Roche-Posay, Anthelios XL, Żel-Krem - dawał fajny mat, dobrze spisał się pod makijażem, mimo, że trochę bielił. Nie mówię nie.


31. Rival de Loop, Maseczka nawilżająca - chciałam zregenerować nią skórę, gdy przesadziłam z kwasami i retinoidami, ale zraziła mnie do siebie okrutnie, gdyż po nałożeniu przez pierwszą minutę piekła mnie strasznie twarz. I po opiniach w internecie widzę, że nie tylko mnie. Tej wersji nie kupię już na pewno.

32. Pat&Rub, Balsam do rak rewitalizujący, Żurwina Cytryna - fajny, lekki balsam, o świeżym zapachu, ale jak dla mnie miał za mało właściwości odżywczych i nawilżających, po 30 minutach efekt nakremowania rąk po prostu znikał, więc nie kupię.

33. Propodia, Krem złuszczająco-zmiękczający na zniszczone pięty - moje stopy go lubią, zdecydowanie poprawił się ich stan. Zamierzam zakupić.

34. The Secret Soap Store, Time for Baltic, Body Elixir - lekki, o bardzo przyjemnym zapachu i składzie, próbki i 100 ml opakowanie dostałam na grudniowym zlocie i zdecydowanie zachęciły mnie do głębszego zapoznania się z marką.


Uff, to już wszystko. Jak zwykle post z denkiem zajął mi pół dnia. Dajcie znać, czy znacie te produkty i czy się u was sprawdziły! A ja zabieram się teraz za sortowanie opakowań na plastik i papier, a następnie za oglądanie waszych denek ;-)