środa, 25 grudnia 2013

Recenzja: Kallos, Keratin, Maska keratynowa z proteinami mleka i keratyny

Jak wam mijają święta? Ja korzystam z wolnego czasu i odpoczywam oraz nadrabiam zaległości czytelnicze, zarówno blogowe jak i te książkowe ;-) Staram się też zatroszczyć o bloga, a w efekcie przychodzę do was z recenzją kolejnej maski ze stajni włoskiej marki Kallos, tym razem mowa o wersji keratynowej z serii Color. Jeśli chcecie się dowiedzieć czy się u mnie sprawdziła zapraszam do czytania :-)



Opis producenta: Maska do włosów w kremie Kallos Color z wyciągiem keratyny i proteiny mlecznej do suchych, łamiących się i poddanych zabiegom chemicznym włosom. Dzięki zawartości keratyny i proteiny mlecznej o regenerujących właściwościach odbudowuje naturalną strukturę włosów, wypełniając ubytki. Odżywia i chroni suche, łamiące się włókna włosów. Po zastosowaniu włosy stają się łatwe do układania, miękkie w dotyku i lśniące. 

Cena: 9,99 zł w Hebe

Pojemność: 1 l

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolized Milk Protein, Hydrolized Keratin, Cyclopentasilioxane, Dimenthiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Opakowanie: Tutaj na szczęście, w odróżnieniu od maski mlecznej, mamy plastikowy słoik, którego zakrętka porządnie się trzyma. Otwór jest duży, każdy bezproblemowo wydobędzie ostatnie resztki. Kolorowy, ale prosty design cieszy oczy.

Konsystencja i zapach: Trochę glutowata, trochę bardziej leista od maski mlecznej, mocno trzyma się włosów i rąk, trzeba dobrze płukać (w przypadku rąk bez mydła się nie obejdzie), aby się jej pozbyć, ale i tak jest to mniej uciążliwe niż w przypadku maski mlecznej. Zapach jest delikatny, świeży, trochę jakby męski? Generalnie ja i tak trzymam włosy z maską pod czepkiem, więc nie mam z nim dużej styczności, gdyż nie utrzymuje się po zmyciu.

Skład: Całkiem przyjemny, silikony są na dalszych pozycjach w składzie, ale mimo to włosy strasznie długo mi schną (kilka godzin) po jej zmyciu, zapewne to ich sprawka :(

Właściwości: Włosy po użyciu tej maski są gładkie, sypkie, dobrze się układają i bez problemu je rozczesywałam. Włosy wydają się być nawilżone i zregenerowane, ale po pierwszym myciu i zniknięciu silikonów, efekt nie jest już tak spektakularny. Oczywiście nie wierzę w ekspresowe działanie w 5 minut jak zaleca producent, maskę trzymałam przez godzinę pod czepkiem i ręcznikiem. Duży plus też za to, że bez problemu mogłam spłukać ją wodą, gdyż po masce mlecznej musiałam włosy myć, jeśli nie chciałam mieć wielkiego matowego oklapu. Mi maska o tej pojemności starcza na ok. 20 razy, czyli analogicznie potrzebuję ok. 50 ml maski na jednorazowe użycie na moje długie kłaki. Jeśli macie krótsze, to starczy wam na naprawdę długo ;-) Moje włosy nie potrzebują już tak intensywnego maskowania, więc nakładam ją 1-2 razy w miesiącu, ale jeśli macie mocno zniszczone i wysuszone włosy spokojnie możecie jej używam 1-2 razy w tygodniu. Stosowałam ją regularnie przez ostatnie kilka miesięcy i stan moich włosów się w tym czasie znacznie poprawił, więc mogę stwierdzić, że działa!

Podsmowanie: Jest to dobra i niedroga maska, jednak chwilowo chcę podążyć w stronę bezsilikonową, ale nie wykluczam, że mogę po nią ponownie sięgnąć ;-)

wtorek, 24 grudnia 2013

Bitwa! Apteczny olejek i oliwka: La Roche-Posay vs. Decubal

Witam was w tym Wyjątkowym Dniu :-) Wszyscy najedzeni i rozpakowali prezenty? Jeśli tak, to przedstawiam wam nową recenzję porównawczą - bitwę pomiędzy dwoma aptecznymi produktami do mycia skóry suchej, atopowej i podrażnionej. Mowa tutaj o oliwce francuskiej firmy La Roche-Posay i olejku pod prysznic i do kąpieli duńskiej marki Decubal, która nie tak dawno temu szturmem podbiła blogosferę. Jeśli jesteście ciekawe jak sprawdziła się nowość względem wieloletniej tradycji, to zapraszam!


La Roche Posay, Lipikar, Natłuszczająca oliwka myjąca

Opis producenta:
od 1. dnia życia
2 w 1 - myje i natłuszcza. Ogranicza podrażnienia.
Do codziennego stosowania. Pod prysznic i do kąpieli. Nie wymaga dodatkowego środka myjącego.
Skóra sucha i bardzo sucha, ze skłonnością do atopii. Dla niemowląt, dzieci i dorosłych.
Zawiera Niacynamid, który odbudowuje wierzchnią warstwę naskórka i łagodzi uczucie ściągnięcia oraz masło Karite, które intensywnie uzupełnia w skórze brakujące lipidy.
Sposób użycia - kąpiel: Podczas napełniania wanny wodą, wlać 2 do 3 nakrętek oliwki. Delikatnie spłukać. Wysuszyć skórę bez pocierania.
Sposób użycia - prysznic: Wycisnąć kilka kropli oliwki na dłoń i nanieść na zwilżoną skórę.
Neutralne pH 5,5. Nie zawiera mydła. Nie zawiera alkoholu. Nie zawiera barwników. Bez parabenów.

Cena: od 50 zł

Pojemność: 200 ml

Skład: Aqua, Sorbitol, Sodium Laureth Sulfate, PEG-80 Hydrogenated Castor Oil, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Cocamide MEA, Coco-Betaine Ceteareth-60 Myristyl Glycol, Citric Acid, Hydroxypropyl Guar, Hydroxypropyltrimonium Chloride, Niacinamide, Parfum, PEG-55 Propylene Glycol Oleate, PEG-75 Shea Butter Glycerides, PPG-5-Ceteth-20, Propylene Glycol, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide.


Decubal, Olejek pod prysznic i do kąpieli

Opis producenta: Delikatnie oczyszczający olejek z naturalnym olejkiem jojoba do częstego stosowania pod prysznicem i do kąpieli, odpowiedni dla suchej i bardzo suchej skóry. Łagodzi podrażnienia, zmiękcza skórę, zapobiega wysuszaniu skóry podczas kąpieli dzięki zawartości naturalnych olejków roślinnych, witaminy E i rumianku.
Bezzapachowy. Nie zawiera konserwantów.
Zawartość substancji tłuszczowych 66%.
Do opakowania dołączona jest saszetka zapachowa [grejpfrutowa] , którą w razie potrzeby można dodać do olejku.
Sposób użycia: Stosować na skórę całego ciała.

Cena: od 20 zł

Pojemność: 200 ml

Skład: MIPA-Laureth Sulfate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocamide DEA, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Ethylhexyl Stearate, Ricinus Communis Seed Oil, Laureth-4, Propylene Glycol, Polyglyceryl-3 Caprylate, Aqua, Tocopherol, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Citric Acid.


Opakowanie: Olejek Decubala otrzymujemy zapakowany w kartonik z saszetką zapachową, a sam produkt znajduje się w wygodnej buteleczce otwieranej na klik, poprzez przyciśnięcie wieczka. Pełnowymiarowa oliwka La Roche-Posej znajduje się w buteleczce z tradycyjnym otwieraniem na klik, ja posiadam wersję w tubce o pojemności 100 ml.

Konsystencja i zapach: Olejek Decubal jest dość rzadki i leisty, jak na tego typu produkt przystało, a oliwce La Roche Posay bliżej do konsystencji zwykłego żelu pod prysznic. Olejek ma typowy zapach dla produktów bezzapachowych, niestety niezbyt przyjemny, ale po dodaniu saszetki, możemy się cieszyć świeżym, cytrusowym aromatem, który bardzo umila mycie. Oliwa posiada roślinny zapach, mi się kojarzy z rozerwaną łodyżką mlecza ;-)


Skład: W oliwce zaraz po wodzie znajdziemy humektant, czyli substancję zapobiegającą wysychaniu kosmetyku, a następnie najzwyklejszy SLS. Moje wątpliwości budzi też Peg-7 Glyceryl Cocoate, który w dużym stężeniu może powodować podrażnienia. W olejku zastosowano nieco delikatniejszy środek myjący, znajdziemy w nim również więcej naturalnych olejków m. in. jojoba i rycynowy oraz rumianek. Dla mnie skład olejku Decubal jest dużo bardziej wartościowy dla skóry suchej i wrażliwej.

Właściwości: Olejek Decubal trafił do mnie z akcji promocyjnej tej firmy, na którą udało mi się załapać i dzięki temu mogłam przetestować aż 11 ich kosmetyków, czyli pełną gamę. Część jest już w użyciu, a częścią obdarowałam mamę. Był to pierwszy produkt tego typu, jaki miałam okazję używać, wcześniej byłam wierna zwykłym żelom pod prysznic, ale już wiem, że dobry olejek robi dużą różnicę skórze suchej. Oba produkty testowałam w roli myjadła pod prysznic. Olejek podczas mycia tworzy bardzo delikatną warstwę emulsyjną i prawie się nie pieni, niestety jest też przez to średnio wydajny, opakowanie 200 ml wystarczy mi na około miesiąc, a żel o tej pojemności starcza mi na około dwa miesiące codziennego stosowania. Na szczęście cena nie jest zbyt wygórowana, a właściwości jak najbardziej zgodne z obiecywaniami producenta - skóra jest nawilżona i mimo bardzo delikatnej formuły, dobrze oczyszczona. Z oliwką jest już niestety gorzej, skóra po umyciu jest wysuszona jak po pierwszym lepszym żelu z drogerii, nie odczuwałam też tego komfortu co po olejku. Wydajnością ma przeciętną, 100 ml starczyło mi na 3 tygodnie. Olejek nie nadaje się do użycia z myjką, oliwka pieni się jak zwykły żel, więc spokojnie można jej użyć.

Podsumowanie: Niestety oliwka La Roche-Posay mocno mnie rozczarowała, dla mnie nie różni się niczym od drogeryjnego żelu pod prysznic, ma tylko astronomiczną cenę i średni zapach, za to po olejek Decubala z przyjemnością sięgnę ponownie mimo słabej wydajności, szczególnie w okresie zimowym.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczna oddwajka! (przedłużona do 19.01.2014)

Przedłożona do 19.01!


Witajcie po krótkiej przerwie! Niestety ostatni tydzień na uczelni był dla mnie dość ciężki i musiałam się skupić na projektach, do tego doszła jeszcze praca i w efekcie byłam tak zmęczona, że ostatnie dwa dni praktycznie całe przespałam ;-) Dzisiaj chciałabym was zaprosić na małą oddawajkę - tak, oddawajkę, a nie rozdanie, gdyż kosmetyki które są do wygrania sama dostałam, a że z nich nie skorzystam, chciałabym je oddać komuś z was ;-) Nie przedłużając zapraszam do przeczytania prościutkich zasad i brania udziału :D


Nagroda składa się z:
- Soraya, Hialuronowy Mikrozastrzyk, krem na dzień i na noc, 30+ 50 ml
- Soraya, Hialuronowy Mikrozastrzyk, koncentrat kwasu hialuronowego 30 ml
- Eveline, Olejek Arganowy i Kozie Mleko, Przeciwzmarszczkowy wygładzający krem na dzień, skóra sucha 50ml
- Eveline, Olejek Arganowy i Kozie Mleko, Enzymatyczny peeling odmładzający do twarzy 3w1 60 ml
- Eveline, Cell Skin Caren Rozświetlające serum przeciwzmarszczkowe 30 ml
- Virtual, Maxi Brilliant Lip Gloss nr 11 9 ml
- Soraya, Make - Up HD Self Adaptor, Podkład kryjący nr 01 30 ml
- Eveline, Matt Professional, fluid długotrwale matujący, nr 41 30 ml
 - Virtual, Natural Effect Makeup, Nawilżający podkład do twarzy, nr 107 30 ml
Wszystkie kosmetyki są nowe i nieużywane!

Zasady konkursu:

Obowiązkowo należy:
1.Być obserwatorem mojego bloga.

Dodatkowo można:
1. Polubić mnie na facebooku (podaj imię i nazwisko) +1
2. Dodać osobną notkę na bloga (podaj link do notki) +3
3. Dodać banner na bloga (podaj adres bloga)  +1
4. Udostępnić ten post na facebooku (podaj link do udostępnionego postu) +1



Regulamin:
  • Konkurs trwa od 23.12.2013r do 06.01.2014.
  • Zastrzegam sobie prawo do przedłużenia konkursu, jeśli weźmie w nim udział mniej niż 50 osób.
  • Konkurs jest wyłącznie dla osób pełnoletnich mieszkających na terenie Polski. 
  • Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na przetwarzanie danych osobowych (dotyczy wysyłki).
  • Wyniki opublikuję na blogu i wyślę emaila do zwycięzcy, na adres czekam 7 dni.
  • Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

wtorek, 10 grudnia 2013

Bitwa! Facelle Intim Sensitive: Żel vs. pianka

Dzisiaj zapraszam was na post z kolejnego nowego cyklu, a mianowicie "Bitwę". Będą to recenzje porównawcze produktów tej samej marki i o tym samym zastosowaniu, ale różnej konsystencji oraz konkurencyjnych marek, ale tym samym zastosowaniu. Zdradzę wam, że pomysłów mam już kilka, więc spodziewajcie się kontynuacji ;-) A nie przedłużając, dzisiaj zapraszam was na bitwę płynu i niedawnej nowości w Rossmannach, pianki do higieny intymnej Facelle.


Opis producenta: (płyn i pianka) Wyjątkowo delikatny płyn do higieny intymnej. Nie zawiera mydła. Opracowany specjalnie do codziennego mycia i pielęgnacji strefy intymnej, optymalnie dopasowany do jej pH. Płyn nadaje się również do delikatnego mycia całego ciała. 

Cena: 3,99 zł (płyn) 4,99 zł (pianka)

Pojemność: 300 ml (płyn) 150 ml (pianka)

Skład: 
(płyn)  
Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Glycerin, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sorbitol, Urea, Propylene Glycol, Allantoin, C12-15 Alkyl Lactate, Parfum, Serine, Sodium Lactate, Butylene Glycol, Chamomilla Recutita Flower Extract, Persea Gratissima Fruit Extract, Ethoxydiglycol, Bisabolol, Potassium Sorbate. 

(pianka)
Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glycerin,  Lactic Acid, Sorbitol, Polyquaternium-6, Sodium Chloride, Urea, Allantoin, Serine, Chamomilla Recutita Flower Extract, Persea Gratissima Fruit Extract, Sodium Lactate, Propylene Glycol, Butylene Glycol, Ethoxydiglycol, Bisabolol, Parfum, Tetrasodium Glutamate Dicetate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.


Opakowanie: Tutaj zdecydowanie wygrywa pianka, gdyż posiada wygodny dozownik-pompkę, której brakuje płynowi. Ale dla chcącego nic trudnego, chociaż pod koniec trzeba trzymać płyn na zakrętce, aby szybko i bezproblemowo go wydobyć. Brak pompki powoduje też, że zdarzało mi się go wylać więcej, niż potrzebowałam.

Zapach: W obu przypadka bardzo delikatny, przyjemny, ledwo wyczuwalny.

Konsystencja: Żel jest dość gęsty, nie tak łatwo go wypłukać, więc pianka znów jest wygodniejsza w użyciu.

Skład: W obu przypadkach bardzo delikatny, bez SLS, PEGów i innych paskudztw. Jeden z delikatniejszych produktów jakie znam na polskim rynku, dodatkowo zawiera duże stężenie kwasu mlekowego.

Działanie: Oba produkty są bardzo delikatne, co jest bardzo ważne przy tak wrażliwych strefach, rewelacyjne się u mnie sprawdziły. Stosowałam je tylko zgodnie z przeznaczeniem, więc pod tym kątem je recenzuje.

Wydajność: Płyn starczył mi na 4 miesiące, a pianka powinna wystarczyć na 1-1,5 miesiąca, zrobię dokładną aktualizację kiedy mi się skończy, żeby nie było niedomówień ;-) Pianki wystarcza mi jedna pompka (tyle co na zdjęciu) w celu umycia tego co trzeba, żelu też nie trzeba wiele, jest bardzo wydajny.

Podsumowanie: Produkty do higieny intymnej marki własnej Rosmanna są tanie jak barszcz, delikatne i łatwo dostępne. Wszelkie Lactacydy i Ziaje jak dla mnie mogą się przy nim schować. Na pewno będę wracać jak i do płynu i do pianki w ramach urozmaicenia, zapewne zależnie od tego, która wersja akurat będzie w promocji ;-) Jeśli jeszcze ich nie znacie, gorąco zachęcam was do ich wypróbowania!

sobota, 7 grudnia 2013

Upominki ze spotkania blogerek we Wrocławiu

Hej! Wiem, że obiecałam wam tego posta na czwartek, ale adoptowanie kota i praca znów mnie odciągnęły od bloga. Tak, mam kota. Jest to kotka, Ksena (albo Xenna na zaparcia, jak kto woli) i zdążyła już porozwalać i pozrzucać wszystko, co się znajduje w moim pokoju. Na szczęście powoli się aklimatyzuje i miejmy nadzieję, zaprzyjaźni z pozostałymi futrzakami. A dzisiaj zapraszam was na post chwalipięcki, czyli upominki od sponsorów zlotu blogerek we Wrocławiu!



Na dobry początek, jedna z paczuszek, która cieszy najbardziej, czyli worek od Pat&Rub! Chciałbym też gorąco podziękować pani Marcie, która mimo iż niestety nie mogła być z nami, to przesłała nam te cudowności. Muszę się wam przyznać, że nie wytrzymałam i musiałam wypróbować mgiełkę i masełko i pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne, chociaż masełko pachnie cytryną, karmelu i wanilii ja tu nie wyczuwam :( Ale jego właściwości wynagradzają wszystko!


Z paczuszki od Miraculum najbardziej zainteresował mnie krem o ciekawym i obiecująco wyglądającym składzie i podkład Joko, gdyż jako jedyny ma szanse pasować do mojej bladej karnacji.

  
Paczuszka od Sylveco to kolejna porcja ekscytacji, gdyż jak wiecie uwielbiam naturalne składy! Słyszałam wiele dobrego o ich produktach i nie mam pojęcia, dlaczego jeszcze bliżej się z nimi nie zaznajomiłam, ale jest okazja to nadrobić.


Soraya uraczyła nas swoimi najświeższymi nowościami. Czy jest ktoś, kto mógłby się oprzeć tym słodkim opakowaniom? Żel pod prysznic pachnie mega, mega słodko, jak żelki malinowe!


Paczuszka od Paese także wygląda obiecująco, pomadka z dodatkiem olejku arganowego, cień w neutralnym odcieniu i płyn micelarny. Może w końcu przekonam się do noszenia pomadek?


CC kremu od Bell niestety nie przetestuję, za ciemny, za to być może zaprzyjaźnię się z tintem, tylko najpierw douczę się, jak się takich wynalazków używa ;-)


Kolejna mega niespodzianka, to sample osławionej odżywki Revitalash. Mam straszną ochotę ją wypróbować, mam tylko nadzieję, że po zakończeniu kuracji nie wypadną mi wszystkie rzęsy i nie zostanę łysa :P


Smakowicie pachnące migdałem szampon i odżywka od hurtowni NewStyler kuszą zapachem, a nowa seria G3 naturalnym składem. Tylko jak ja zużyję te litrowe kolosy?!


Bransoletkę od Who noszę już od kilku dni i powiem wam, że całkiem się polubiłyśmy, a nie podejrzewałabym jej o to! Jest leciutka i wygodna i nie przeszkadza, więc podejrzewam dłuższy romans, chociaż nie jest to do końca mój styl ;-)


Kolejne naturalne skarby od The Secret Soap Store. Przygodę z tą marką niefortunnie zaczęłam od olejku do masażu, który niestety był parafinowym tworem i rozstaliśmy się po kilku nieudanych próbach współpracy, ale już wiem, że TSSS ma dużo więcej do zaoferowania! Wspominałam wam już o genialnym kremie do rąk z 20% masłem shea, a do testów otrzymałyśmy eliksir do ciała i mini mydełka i sól do kąpieli, która obłędnie pachnie już przez opakowanie.


Eveline również obdarowało nas nowościami, nie miałam jeszcze nic od nich z kolorówki, więc chętnie przetestuję tusz do rzęs i błyszczyki.


Zostałam też wylosowana do otrzymania miniaturki perfum ze sklepu Close2You, jak widać po ubytku są już w użyciu, chociaż zapach niestety nie do końca mi odpowiada, za to podoba się każdemu kogo pytałam xD


A to już łupy z wymianki, po wstępnych testach cieszy mnie róż ze Sleeka, dziękuję Aguś! ;*

Jest tego naprawdę sporo, dziewczyny się postarały, także spodziewajcie się małej "oddawajki", gdyż sama na pewno nie dam rady tego zużyć ;-)

środa, 4 grudnia 2013

Relacja ze spotkania blogerek we Wrocławiu 30.11.2013

W miniony weekend miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu blogerek, które odbyło się we Wrocławiu w kawiarnio-herbaciarni Afryka Coffee & Tea House. Uczestniczyło w nim aż 20 dziewczyn, więc zebrała się nas całkiem spora gromadka. Ja jak zwykle musiałam o czymś zapomnieć, tym razem był to aparat, także zdjęcia podkradłam Agusiak i Wiktorii, za które już na wstępie ślicznie dziękuję! Spotkanie zaczęło się od plotek i ploteczek oraz wielgachnego cappucino w moim przypadku.

Od lewej: vlogerki Arleta i Ania, dalej Iwona, roześmiana Wiktoria i ja

Następnie w ruch poszły wymianki, ja też coś niecoś dla siebie wybrałam, ale o tym później. W trakcie spotkania miałyśmy przyjemność wysłuchać prezentacji od przedstawicielek 3 firm: hurtowni New Styler, mieszczącej się we Wrocławiu, Sorayi i The Secret Soap Store. Miałyśmy możliwość "zmacania" ich najświeższych nowości, poznania filozofii marek i zadania nurtujących nas pytań. Każda z pań była przemiła i sympatyczna, a ja do dzisiaj wspominam cudowny kremik do rąk z The Secret Soap Store. Zdecydowanie trafia na wish listę!


Po tylu emocjach należało się posilić, ja zdecydowałam się na makaron z łososiem, który był tak duży, że ledwo zdołałam zjeść połowę! Czasu oczywiście był za mało, strasznie żałuję, że nie udało mi się porozmawiać z każdą z dziewczyn, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze dużo takich okazji. Chciałabym też oficjalnie podziękować organizatorkom, Agusiak i Justynie, za niezwykle udany zlot i cały wysiłek jaki włożyły jego przygotowanie, jesteście niesamowite dziewczyny!


W spotkaniu wzięły udział:
2. http://agusiak747.blogspot.com - organizatorka

A oto nasi sponsorzy:


Jeśli jesteście ciekawi co przygotowały dla nas firmy, zapraszam na jutrzejszego posta, w którym zdradzę wam co przyniosły nam "dary losu", jak to określiła Wena ;-)

wtorek, 3 grudnia 2013

Recenzja: Nuxe, Krem na dzień Prodigieuse Enriche + analiza składu

Cześć i czołem! Jak pewnie już zdążyłyście zauważyć, na blogu zawitała nowa jakość zdjęć, gdyż w końcu udało mi się zorganizować porządne tło. Jeszcze tylko muszę popracować nad brakiem cieni i będzie słitaśnie i cudaśnie. A z wieści najświeższych mam dla was szokującą informację: na DDD kupiłam 0 (słownie: zero) rzeczy, czyli NIC! Jestem z siebie NAPRAWDĘ dumna! Może jest dla mnie, zakupoholiczki kosmetycznej, jeszcze jakaś nadzieja? A tymczasem zapraszam was na recenzję kremu do twarzy, który był moim ulubieńcem września, a z którego obecnie wygrzebuję już ostatnie resztki. Dajcie mi też koniecznie znać, co sądzicie o takiej analizie składu, chciałabym ją wprowadzić do recenzji kremów i serum do twarzy.



Opis producenta: Innowacja Nuxe, krem na dzień zawiera mocno skoncentrowane i silnie działające przeciwutleniacze (kwiat nieśmiertelnika niebieskiego, kwiat Blue Agerate. wyciąg z kakao) aby nawilżyć, odnowić skórę i przeciwdziałać stresowi oksydacyjnemu. Skóra jest nawilżona, ochroniona, a jej blask zostaje przywrócony. Bogata, kremowa konsystencja łatwo się wchłania.
BADANIA PRZEPROWADZONE SPECJALNIE DLA NUXE:
UDOWODNIONE NA OCHOTNIKACH SKUTECZNE DZIAŁANIE PRZECIWUTLENIACZY W ZAPOBIEGANIU STRESOWI OKSYDACYJNEMU, GŁÓWNEJ PRZYCZYNIE STARZENIA SIĘ i SKÓRY
3 PATENTY NUXE
Zawiera 91% składników pochodzenia naturalnego.
Nie zawiera parabenów.

Pojemność: 40 ml

Cena: od 49,90 zł w aptekach internetowych do 89,90 zł w SuperPharm


Analiza składu:

AQUA/WATER (Woda) - Rozpuszczalnik, wpływa na konsystencję produktu i jest nośnikiem aktywnych substancji w niej rozpuszczalnych. Ponadto woda działa jako nawilżacz – uwadnia zewnętrzne warstwy naskórka.

PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL (Olej ze słodkich migdałów) - Olej ze słodkich migdałów zawiera kwas oleinowy, linolowy oraz witaminy:  A, B1, B2, B6, D i E. Dzięki obecności wszystkich wymienionych składników biologicznie aktywnych, szczególnie zaś witaminy E, która bywa określana mianem eliksiru młodości, olej migdałowy działa odżywczo, usprawnia odnowę komórkową, poprawia ukrwienie skóry, chroni ją również przed szkodliwym działaniem promieniowania UV. Olej migdałowy wykazuje działanie pielęgnacyjne, natłuszcza, zmiękcza i wygładza skórę, co powoduje, że jest uznawany za wyjątkowo efektywny emolient. Co istotne, komponent ten zaliczany jest do tzw. olei lekkich, nie pozostawiających odczucia lepkości na skórze. Cechuje go dobra zdolność penetracji; efektywnie nawilża, zmniejsza cienkie linie i zmarszczki wokół oczu, wyrównuje koloryt skóry. Rozprowadzony na jej powierzchni tworzy film okluzyjny, obniżający współczynnik TEWL, czyli poprzez-naskórkowy ubytek wody. Skutecznie zabezpiecza przed działaniem, wiatru, słońca, szkodliwych czynników zewnętrznych, a przez to opóźnia proces starzenia się skóry. Tłuszcz ten ma również działanie łagodzące i uspokajające, stanowi efektywny środek w przypadku cery podrażnionej, swędzącej, z pojawiającymi się elementami zapalnymi. Jest skutecznym środkiem w przypadku spierzchniętej skóry warg.

DIMETHICONE - syntetyczny emolient, polimer silikonowy, pozyskiwany z krzemionek. Pełni on funkcję emulgatora, stabilizatora, składnika aktywnego. Aby ten silikon nie gromadził się w organizmie powinien być systematycznie usuwany z powierzchni włosów i skóry podczas zwyczajowego mycia. Dimethicone doskonale absorbuje wodę i ma dobre działanie nawilżające i wygładzające, pomaga w emulgowaniu, rozpuszczaniu pozostałych części produktu, rozprowadzaniu produktu na ciele i włosach, dobrze się wchłania. Substancja ta nie lepi się i nie przetłuszcza, odznacza się właściwościami nabłyszczającymi, jest odporna na temperaturę i wodę, co powoduje, że do usunięcia go niezbędny jest detergent. Dimethicone może wywołać alergię, odkładać się w organizmie, co w dłuższym okresie czasu może powodować niepożądane skutki dla zdrowia, jakkolwiek dokładne badania w tym zakresie nie zostały przeprowadzone.

GLYCOL PALMITATE (Glikol palmitynianu) - jest to ester glikolu etylenowego i kwasu palmitynowego. Substancja pochodzenia chemicznego. Mieszanina składników uzyskiwanych z ropy naftowej. Substancja łącząca fazę tłuszczową z fazą wodną.

OCTYLDODECYL MYRISTATE - mieszanina oktylododekanolu (zagęstnik) i kwasu mirystynowego, które tworzą nowy związek stosowany jako środek do kondycjonowania skóry i zmiękczający ją.

ARACHIDYL ALCOHOL (Alkohol arachidylowy) - Emolient tzw. tłusty. Stosowany w formie nierozcieńczonej może powodować powstawanie zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na ich powierzchni warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje skórę i włosy.

GLYCERIN - Posiada właściwości nawilżające, związane z bardzo silnymi właściwościami higroskopijnymi. Ma doskonałe właściwości łagodzące, wygładza, poprawia elastyczność, reguluje procesy prawidłowej odnowy naskórka. Działanie gliceryny jest długotrwałe. Penetruje do głębszych partii warstwy rogowej naskórka i pozostaje tam, regulując wilgotność przez około dobę.Obecność gliceryny wspomaga funkcjonowanie lipidów skórnych. W kosmetykach gliceryna wykorzystywana jest ponieważ zapobiega wysychaniu kosmetyku oraz nadaje gładkość emulsji.

CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE (Trigliceryd Kaprylowo-Kaprynowy) - Substancja zmiękczjąca i ułatwiająca rozpuszczanie. Otrzymywana z naturalnego kwasu tłuszczowego (oleju kokosowego) i glicerydu.

HYDROXYETHYL ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER - polimer filmotwórczy, reguluje konsystencję kosmetyku, składnik warstwy okluzyjnej, pozostaje na skórze.

BEHENYL ALCOHOL - Alkohol tłuszczowy, składnik konsystencjotwórczy, wpływa na lepkość kremu.

TOCOPHEROL (Tokoferol) - Witamina E otrzymywana z olejów roślinnych. Silny antyoksydant, działa przeciwstarzeniowo.

BENZYL ALCOHOL (Alkohol Benzylowy) - Substancja konserwująca, składnik kompozycji zapachowych, rozpuszczalnik dla innych substancji hydrofilowych zawartych w kosmetyku oraz regulator lepkości. Jego dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie wynosi 1%, znajduje się na liście potencjalnych alergenów.

BUTYLENE GLYCOL (Glikol butylenowy) - Pełni rolę promotora przenikania, dzięki czemu ułatwia penetrację innych substancji wgłąb skóry. Humektant, zapobiega wysychaniu kosmetyku i krystalizacji. Rozpuszczalnik dla innych substancji zawartych w kosmetykach. Ponadto pełni rolę modyfikatora reologii, czyli wpływa na konsystencję kosmetyków, powodując spadek lepkości preparatów.

ARACHIDYL GLUCOSIDE - Substancja bardzo łagodna dla skóry i błon śluzowych, biodegradowalna, emulgator O/W.

CAPRYLOYL GLYCINE - Substancja o działaniu modulującym złuszczanie, wydzielanie łoju i świądu, wspomaga w niszczeniu bakterii, chroni skórę przed utratą wody.

PARFUM/FRAGRANCE - Substancja zapachowa.

CITRIC ACID (Kwas cytrynowy) -Ma działanie złuszczające, dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę. Zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność. Regulator pH.

SODIUM HYDROXIDE - Regulator pH.

POLYSORBATE 60 - Substancja  biodegradowalna, dobrze tolerowana przez skórę i błony śluzowe, emulgator O/W.

SORBITAN ISOSTEARATE - Emulgator W/O.

TETRASODIUM EDTA - Zwiększa trwałość kosmetyku oraz jego stabilność.

DEHYDROACETIC ACID - Konserwant, najwyższe stężenie jakie wolno zastosować to 0,6%.

THEOBROMA CACAO (COCOA) LEAF CELL EXTRACT

AGERATUM CONYZOIDES LEAF EXTRACT

LIMONIUM NARBONENSE FLOWER/LEAF/STEM EXTRACT

BENZYL SALICYLATE - Składnik kompozycji zapachowych, znajduje się na liście potencjalnych alergenów.

LINALOOL - Składnik kompozycji zapachowych, znajduje się na liście potencjalnych alergenów.

LIMONENE - Składnik kompozycji zapachowych, znajduje się na liście potencjalnych alergenów.

CITRONELLOL - Składnik kompozycji zapachowych, znajduje się na liście potencjalnych alergenów.

GERANIOL [N2202/B] - - Składnik kompozycji zapachowych, znajduje się na liście potencjalnych alergenów.


Opakowanie: Jak wszystkie kremy Nuxe, ten także znajduje się w kartoniku bez dodatkowej ulotki, gdyż w ramach ekologii i oszczędności papieru, dodatkowe informacje zostały nadrukowane wewnątrz. Docelowe opakowanie to tubka z nakrętką, ja do znudzenia będę marudzić, że wolę opakowania z pompką typu air-less, gdyż słoiczki są niehigieniczne, a tubki trzeba rozcinać, aby nie zmarnowała się naprawdę spora ilość produktu.

Konsystencja i zapach: Jeśli kiedykolwiek miałyście styczność z suchym olejkiem Nuxe, bądź kremami z tej serii to wiecie, jak niesamowicie pachną. Nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że tutaj nie ma problemu ze specyficzną wonią, która dotyczy innych linii, otrzymujemy za to prawdziwą rozkosz dla nosa. Oczywiście nie każdemu musi się ona spodobać, ale dla mnie jest to jeden z większych atutów tego kremu. Krem jest dość zbitej konsystencji jak przystało na wersję do skóry suchej i dla mnie nieco "śliski" i zostawiający "śliską" warstewkę po rozsmarowaniu, za co obwinia silikon wysoko w składzie, ale może jestem przewrażliwiona? Poza tym nie mam suchej skóry, ale o tym za chwilę. Rozsmarowuje się bezproblemowo, a wydajność oceniam na przeciętną, mi wystarczył na ok. 80 użyć.

Analiza składu: Strasznie, strasznie długi, nie dla skóry wrażliwej i nie jest hipoalergiczny (przynajmniej producent nie ściemnia, poza tym zapach jest dość wysoko), więc nie jest to typowy dermokosmetyk. Takie długie składy nie są wskazane do cery trądzikowej, a krem jest dedykowany raczej do skóry młodej, która często wciąż boryka się z niedoskonałościami. Mi na szczęście żadnego bubu nie zrobił, a byłam bardzo sceptyczna po doświadczeniach z tym panem. Może i 91% składników jest pochodzenia naturalnego, ale ekstraktów roślinnych znajdziemy tu niewiele, bardzo cieszy olej ze słodkich migdałów zaraz za wodą, a stężenie szumnie wychwalanych 3 opatentowanych wyciągów wynosi maksymalnie 0,6% dla każdego.

Działanie: Może najpierw wyjaśnię wam, dlaczego kupiłam krem o bogatej konsystencji przy mojej mieszanej/tłustej cerze. Ano powód był taki, że byłam po kuracji retinoidami i moja skóra potrzebowała silnej regeneracji, więc raczyłam ją bogatymi konsystencjami na noc. Tak też stosowałam ten krem i muszę wam powiedzieć, że byłam bardzo zadowolona z jego działania. Rano buzia była wypoczęta, nawilżona i rozświetlona. Czyli krótko mówiąc, obietnice producenta się spełniły. Nie wystąpiły żadne skutki uboczne, alergie, zaczerwienienia, nie zatykał porów.

Werdykt: Kto widział wczorajszy post zakupowy wie, że zaopatrzyłam się już w kolejną tubkę skuszona atrakcyjną ceną, tym razem w lekką wersję do cery normalnej/mieszanej. Myślę, że jest to krem, do którego będę powracać od czasu do czasu.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zakupowe podsumowanie listopada

Czy wy też co miesiąc zarzekacie się, że w następnym absolutnie, ale to kompletnie NIC nie kupicie? A potem kończycie z mnóstwem rzeczy, które zapewne przeleżą w zapasach rok albo i dłużej, bo przecież koło takiej ceny nie można przejść obojętnie? No to witajcie w klubie! W listopadzie znowu nagrzeszyłam strasznie, gdyż z poniższych nabytków tak naprawdę, to jedynymi niezbędnymi rzeczami był szklany pilniczek, krem do biustu i zielony zmywacz Isana, który nie załapał się na sesję zdjęciową. Cała reszta to promocyjne szaleństwo, które powiększy moje i tak już niemałe zapasy. Ale to ja się będę martwić goniącymi datami ważności, a wy możecie podziwiać i cieszyć oczy.


Na pierwszy ogień idzie Nuxe. Bardzo lubię ich preparaty, szczególnie linię do ciała, za przewagę naturalnych składników, dobre działanie i boskie zapachy. Długo debatowałam co kupić, chciałam oczywiście więcej, ale udało mi się opanować i zdecydowałam się na świąteczny zestaw z kremem do twarzy i pod oczy oraz suchym olejkiem z serii Prodigieuse. Krem w wersji bogatej mam już na wykończeniu, byłam z niego zadowolona, więc mam nadzieję, że lekka konsystencja posłuży mi na dzień. Suchy olejek mam jeszcze prawie cały w większej pojemności więc ten puściłam w świat na Allegro i tym sposobem krem do twarzy i pod oczy kosztował mnie około 50 zł. Nieźle, co? Do tego wybrałam zachwalany balsam do ust z serii Reve de Miel, który na pewno się nie zmarnuję, gdyż tego typu preparaty zużywam w niesamowitych ilościach. Udało mi się też skorzystać z promocji i zapłaciłam ok. 26 zł. Dorzuciłam też kremy do rąk w duopacku za ok. 33 zł, przepięknie pachną i nie zostawiają tłustej warstwy na rękach, a jednocześnie odżywiają, więc mam nadzieję, że dzięki nim uda mi się regularnie dbać o dłonie. Do zakupu dostałam też bardzo ładną kopertówkę i sporą garść próbek.


Idąc dalej aptecznym tropem, skusiłam się na żel oczyszczający (ok. 18 zł) i płyn micelarny (ok. 30 zł) Avene z serii Cleanance. Żel jest koncentratem, więc ma być bardzo wydajny i nie przesuszać skóry, a płyn micelarny zawiera składnik, który pozwala na zmywanie wodoodpornego makijażu. Brałam w ciemno, ale mam nadzieję, że będę zadowolona. 10% czysta witamina C z cynkiem Synchrovit to efekt wymiany z koleżanką, jestem bardzo ciekawa, co taka 10 dniowa kuracja zdziała. Dodatkowo dostałam próbeczkę kremu nawilżającego z kwasem hialuronowym i żelu oczyszczającego z kwasem pirogronowym. Synchroline to włoska firma, która ma w ofercie preparaty do cery trądzikowej i naczynkowej zarejestrowane jako wyroby medyczne, a nie kosmetyki, więc jest bardzo ciekawa. Maseczkę Biovax odebrałam za punkty w SuperPharm, gdyż jest to jedyna od dawien dawna sensowana rzecz, którą bym chciała z ich programu lojalnościowego. Kupiłam też antyperspirant Eucerin (ok. 22 zł) po brudzącej ubrania Rexonie, ale w planach mam też skuszenie się na zieloną kulkę Vichy.


Rossman nie skusił mnie swoją promocję - 40%, chciałam tylko jeden lakier piaskowy, a że się spieszyłam, to nie spojrzałam dokładnie w sklepie i okazało się, że chwyciłam buteleczkę zwykłego brokatu, który ktoś przestawił. No cóż, nie jest zły, może go kiedyś użyję, majątku nie kosztowała (ok 3 zł). Na zdjęcie nie załapał się zmywacz Isany w dużym opakowaniu 250 ml i promocyjnej cenie 5,99 zł. Na początku miesiąca kupiłam też szklany pilniczek Elite Model i jest to największy bubel miesiąca, po kilku piłowaniach wygląda jak na zdjęciu poniżej:


Widzicie te ubytki w płytce? Nie, nie i jeszcze raz nie, 12 zł w błoto. Poza tym same właściwości piłujące też ma bardzo mierne. Chyba po prostu wyląduje w koszu, jak tylko zaopatrzę się w nowy. Macie jakieś sprawdzone, które możecie polecić?


I na sam koniec rosyjskie specjały ze sklepu SkarbySyberii.pl. Chociaż w zapasach mam jeszcze sporą gromadkę, ceny skusiły mnie na szampon wzmacniający z papryczką chili od Love2Mix Organic, duet allepo od Planeta Organica i balsam marokański tej samej firmy. Nie powiem, mam duże oczekiwania, mam nadzieję, że się sprawdzą. A całym sprawcą zamieszania był krem do biustu od Love2Mix Organic, gdyż brakowało mi takiego produktu w mojej pielęgnacji. Dodatkowo sklep dorzucił do zamówienia (zamawiałyśmy w 4 blogerki) szampon 2 w 1, którym podzieliłam się z dziewczynami. Ogólnie bardzo gorąco wam polecam zakupy w Skarbach Syberii, miła obsługa, szybka dostawa i atrakcyjne promocje. Za całość zapłaciłam 65,72 zł.

No, to już wszystko. Dużo, mało? Nie wiem, dla mnie ważne jest, że większość tych rzeczy to produkty, które świadomie wybrałam i będę używać z (mam nadzieję) dużą przyjemnością. W listopadzie zdecydowałam się też na wystawienie części niechcianych zapasów na Allegro, także równowaga została zachowana. Ciekawe jak mi pójdzie w grudniu, biorąc pod uwagę dzisiejszy Dzień Darmowej Dostawy ;-)

niedziela, 1 grudnia 2013

Projekt Denko: październik-listopad 2013

Dzisiaj pierwszy dzień grudnia, więc zapraszam was na Projekt Denko. W poprzednim miesiącu się nie wyrobiłam, więc w tym denko jest dwumiesięczne, październikowo-listopadowe. W październiku niestety zużyć nie było zbyt wiele, opuściłam się w pielęgnacji, prawdopodobnie dlatego, iż musiałam się nauczyć godzić uczelnię i pracę i jak pamiętacie, szło mi to kiepsko i ucierpiał na tym mój blog. Za to w listopadzie wyznaczyłam sobie cel zużyć jak największą ilość próbek, a jak mi poszło zobaczycie same, zapraszam!


W przeciągu tych dwóch miesięcy zużyłam 12 kosmetyków pełnowymiarowych, 12 miniaturek i 71 próbek(wow!).


1. Antyperspiranty Rexona - bardzo dobrze chronią, ale tworzą żółte plamy na ubraniach, więc więcej się nie spotkamy. Poza tym, te, które kupiłam na Dniach Karty Lifestyle w Superpharm starczyły mi na dwa tygodnie, nie jak pozostałe, na miesiąc. Dziwne. Pamiętajcie, żeby je wstrząsać przed użyciem, żeby nie brudziły, szczególnie wersja ultra dry.

2. L'Oreal, Elseve Total Repair 5, Szampon wypełniający do włosów zniszczonych i pozbawionych życia - kiedyś bardzo lubiłam wersję z cementem, ale obciążają mocno włosy ze względu na dużą zawartość silikonów. Ostatnio mocno wypadają mi włosy i zastanawiam się, czy to właśnie nie jest efekt "przesilikonowania" więc skończę ten który jeszcze mam aktualnie w łazience i więcej raczej do nich nie wrócę.


3. Nivea, diamond touch, kremowy żel pod prysznic - zapach tej wersji nie przypadł mi do gustu, po za tym żel jak żel drogeryjny. Nie planuję ponownego zakupu.

4. Isana, Zmywacz do paznokci o zapachu migdałów - tani, dobrze zmywał, nie przesuszał płytki i skórek. Już kupiłam nowe opakowanie.

5. L'Oreal, Elseve Arginine Resist, Odżywka wzmacniająca - podobnie jak z szamponem. Mocno wygładza włosy, a więc wspomaga rozczesywanie, gdyż jest naładowana silikonami. Wzmocnienia nie zauważyłam. Więcej nie kupię.

6. Decubal, Nawilżający, zmiękczający i ochronny krem do rąk - recenzowałam go tutaj, jest to dobry krem emolientowy, ale ja takiego nie potrzebuję, więc nie kupię.


7. Eveline, Slim Extreme 3D Spa!, Superskoncentrowane serum do biustu 'Total Push Up' - to jest wyrzutek, przyniosłam go z wymianki na czerwcowym zlocie, użyłam kilka razy i się przeterminowało. W składzie są nieładne konserwanty, więc dla mnie to kiepski produkt, już mam krem do biustu o fajnym, naturalnym składzie ;-)

8.  Yves Rocher, Luminelle, Mascara ultra-volume - była ok, taki zwyklaczek na co dzień, ale nie planuję powrotu, gdyż irytują mnie kosmetyki z katalogu.

9. Joanna, Rzepa, Serum wzmacniająco-regenerujące do zniszczonych końcówek włosów - kupiłam sobie serum na końcówki z alkoholem denaturatowym, to nie ma co się dziwić, że je podsusza. A sio! A ja się może w końcu nauczę czytać składy, a nie potem płakać...

10. Iwostin, Oftalin, Łagodzący roll-on pod oczy - miałam go z wymianki, nie zauważyłam za dużej redukcji cieni, chłodził fajnie, ale pod koniec miałam wrażenie, że to on mnie podrażniał. Nie kupię.


11. Vichy, Normaderm, Tonik oczyszczający i zwężający pory - to jest jeden alkoholowy denaturatowy wysuszacz. Przez tydzień stosowania nie zauważyłam żadnego oczyszczenia ani zwężenia porów. Nie kupię.

12. SVR, Lysalpha, Woda micelarna - nie podobał mi się zapach, poza tym kiepsko się spisała na mojej mieszanej cerze. Nie kupię.

13. Cetaphil, MD Dermoprotektor do skóry twarzy i całego ciała - był łagodny, ale patrząc na skład i średnie nawilżenie ciała, zachwytów nie ma, zakupu nie będzie.

14. SVR, Provegol, Żel do mycia - pachniał jak coś do toalety, słabo się pienił i był rzadki, co razem daje niewydajność, poza tym moim zdaniem skład wcale nie jest taki super delikatny. Nie kupię.

15. Johnson's Baby, Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3 w 1 - ani zapach, ani działanie, czy to na włosach czy ciele, mnie nie porwały. Nie zostanę fanką dziecięcych szamponów i nie kupię.


16. SVR, Xerialine, Balsam do ciała z mocznikiem - skład całkiem fajny (masło shea, mocznik 3%, alantoina, kwas mlekowy, gliceryna), ale brakuje mu tego czegoś, żeby zachwycić moje ciało. Mimo wszystko nie kupię.

17. Maseczki Pilomax. Każda starczyła mi na jeden raz.

18. Johnson`s Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom - strasznie długi skład, zaraz po wodzie jest cynk, więc nic dziwnego, że sporo dziewczyn stosuje go do cery trądzikowej. Ja zużyłam go na mój szanowny tyłek, na którym pojawiają się czasami krostki, ale raczej nie potrzebuję takiego produktu, więc nie planuję zakupu.

19. SVR, Xerial 10, Mleczko do ciała - mocznik fajny, parafina niefajna, będę szukać dalej czegoś do ciała z dużą zawartością mocznika, a tego pana nie zakupię.

20. Payot, Celluli-Ultra Performance - błyskawicznie się wchłonął, intensywnie pachniał, o działaniu nie da się wypowiedzieć po dwóch razach. Raczej nie kupię za względu na cenę.

21. Payot, Nawilżający balsam do ciała - skład długi jak cholera z różnistymi rzeczami, ale niezwykle skuteczny, bo moje ciało było dogłębnie nawilżone przez obiecane 24 godziny na każdym posmarowanym centymetrze. Gdyby nie cena, to bym kupiła.


A oto sterta tych 71 próbek. Sama nie wiedziałam, że aż tyle tego jest, dopóki nie zaczęłam sortować torebki denkowej!


22. Lierac, Hydra-Body, Satynowe mleczko do ciała - perfekcyjne nawilżenie - jego zapach tak mi nie odpowiadał, że nie jestem w stanie wam nawet powiedzieć, jakie są moje wrażenia po jednym użyciu. Nie kupię.

23. Propodia, Krem złuszczająco - zmiękczający na zniszczone pięty - genialny jeśli macie suche, szorstkie lub zrogowaciałe pięty! Ja na pewno kupię i napiszę wam pełną recenzję.

24 .Elancyl, Krem przeciw rozstępom dla kobiet w ciąży - moich białych rozstępów już nic nie zlikwiduje, ale mogę wam powiedzieć, że konsystencja jest lekka i szybko wchłanialna, poza tym skład jest całkiem przyjazny. Nie kupię, bo nie potrzebuję ;-)

25. Chicco, Balsam do ciała - skład na tak, ale nie chciałabym pachnieć jak bobas, więc nie kupię. Poza tym przeciętnie nawilżał i miał bardzo lekką konsystencję.

26. Pilomax, Henna Wax, Szampon do włosów głęboko oczyszczający - był mało wydajny, ale przyjazny. Mimo to szukam dalej w stronę naturalnych składów.

27. AA Sensitive Nature Spa, Mango, Ujędrniające masło do ciała - zapach to nie było mango, ale sztuczny, jak owocowe cukierki, poza tym skład na plus, ale jest średnio wydajne. Ja nie kupię ze względu na zapach.

28. Vichy, Nutriextra, Mleczko do ciała do skory normalnej i suchej - mleczko z alkoholem denaturatowym zaraz po wodzie i glicerynie. Nie.

29. Love Me Green, Organiczny Wyszczuplający Balsam Do Ciała Zielona Herbata - tym razem zapach mi się podobał, skład oczywiście też, ale cena jest zaporowa, dlatego nie kupię.

30. La Roche-Posay, Lipikar, Baume AP - ja potrzebuję nawilżania a nie natłuszania, poza tym parafinie mówię nie, a więc temu panu też.


31. Produkty Biały Jeleń - takie zwyklaki, nawet nie mam nic do powiedzenia na ich temat, oprócz olejku, który był na parafinie i był okropny, nie kupię.

32. Vichy, Dercos Neogenic, Szampon przywracający gęstość włosów - mocno oczyścił włosy, poza tym tutaj również ciężko mi coś więcej powiedzieć. Nie kupię.

33. Palmers, Żel oczyszczający do twarzy - miał tak okropny zapach, że przestawałam oddychać na czas mycia buzi. Nie kupię.

34. Iwostin, Purritin, Żel do mycia twarzy - no, nareszcie ostatnie jego saszetki. Przeciętniak, był straszliwie wydajny. Nie kupię.

35. Propodia, Codzienny krem ochronny do stóp (saszetki zaplątały się na stosiku z Iwostinem) - fajny dla osób z problemem z potliwością stóp, ja wolę spreye więc nie kupię.


36. Estee Lauder - na pierwsze spróbowanie było ok, ale nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć po takich mikro ilościach.

37. Vichy, Normaderm, Hyaluspot - nie nadaje się pod makijaż, tworzy taką gumową powłoczkę, poza tym oczywiście jest na alkoholu dentauratowym. Nie planuję zakupu, poza tym mam nadzieję, że nie będę już potrzebowała preparatów tego typu.

38. Eucerin, Hyaluron-Filler do skóry suchej - ja naprawdę lubię bogate konsystencje, ale ta była po prostu tępa. Nie kupię.

39. Maseczka z żeń-szeniem typu sheet mask - bardzo lubię maseczki tego typu, chociaż akurat w tej skład nie zachwyca. Na pewno się jeszcze u mnie pojawią.

40. Vichy, Aqualia Antiox - tym razem alkohol denaturatowy znalazł się nieco dalej w składzie, ale dalej nie.

41. Yves Rocher, Ovale Lifting, Serum modelujące owal twarzy - dostałam na zlocie, raczej nie mój przedział wiekowy. Nie.

42. Vichy, Dermablend - niestety za bogaty do mojej mieszanej cery, bardzo ładny odcień i krycie. 

43. Bioderma, Sébium, Oczyszczająca maska seboregulująca do skóry tłustej i mieszanej - droga, niewydajna i sugerowany sposób zdejmowania mi nie odpowiadają. Kupię kaolin w czystej postaci.

44. Vichy, Normaderm Pro Mat - zamiast matowić stworzył dziwną, nieco lepką warstewkę na buzi. Alkohol denaturatowy jest. Podziękuję.

45. Sephora, Rozświetlający podkład nawilżający - nawet mi ten jaśniejszy odcień podpasował, średni poziom krycia, brak alkoholu w składzie. Chyba mogłabym rozważyć.


46. Cetaphil, Łagodna emulsja do mycia - może i jest delikatna, ale patrząc na skład, to nie wiadomo za co tyle pieniędzy żądają. Nie.

47. Salvatore Ferragamo, F For Fascinating Night EDP - przyjemny zapach, ale nie skradł mojego serca, więc nie kupię.


48. Luksja Care Pro, Mleczko pod prysznic z olejem z pestek dyni - nie mój zapach, ale poza tym ok.

No i wyrzutki z kolorówki. Większości z tych rzeczy nawet nie używałam, gdyż mi nie przypasowały. Odżywki Lovely były w porzadku, lakier z Yves Rocher też, ale drogi, pilniczkowi z SuperPharm rączka odpadła już przy wyjmowaniu z opakowania i stępił się po kilku piłowaniach, kredka Delii była twarda i nawet nie próbowałam jej wkładać do oka. Krem do kamuflażu z ArtDeco był fajny, chociaż może trochę za gęsty i właził w zmarszczki pod oczami, a eyeliner z Golden Rose mógłby mieć krótszy pędzelek. 

Nie wiem czy uwierzycie, ale pisałam dzisiaj ten post przez pół dnia, zastanawiam się, ile osób przeczyta go w całości ;-) Podsumowując to dwumiesięczne denko, cieszę się, że mogę już wyrzucić te saszetki, mimo, że było tego sporo nie znalazłam zbyt wielu ciekawych produktów, które chciałabym zakupić, ale miło było dla odmiany codziennie użyć czegoś innego. Cieszę się też, że udało mi się już prawie w całości opanować kolorówkę, zostały mi tylko rzeczy które lubię i których używam, udało mi się nareszcie pożegnać z bublami i starociami, niestety mam straszny nawyk chomikowania. W zapasach też już prawie same rzeczy, które odpowiadają mi składowo i z chęcią po nie sięgnę. Ale większe podsumowanie w grudniowym denku, równo rok po rozpoczęciu projektu.