poniedziałek, 3 czerwca 2013

RECENZJA: Kallos (Serical?), Crema al latte - Krem mleczny

Maski do włosów poznałam kilka miesięcy temu i już nie wyobrażam sobie bez nich życia! Dzisiaj prezentuję wam mojego najnowszego ulubieńca - mleczny krem Kallos z proteinami mlecznymi. Pewnie zastanawiacie się, o co chodzi z tymi dwoma nazwami w tytule i już wyjaśniam. Otóż zaczęłam się zastanawiać, czy maska na którą wszyscy potocznie mówią mleczny Kallos tak naprawdę jest firmy Kallos. Kiedy wejdziemy na polską stronę producenta, krem faktycznie znajduje się w produktach marki Kallos, ale bez wyraźnie podanej nazwy producenta. Nie ma jej też na opakowaniu, czy polskiej naklejce, za to znajdziemy tajemniczą nazwę Serical. Więc jak w końcu, Kallos czy Serical? Przeczytałam też, że ta mniejsza wersja na której pisze Kallos ma nieco inny skład niż litrowy Serical. Jeśli znacie odpowiedź na nurtujące mnie pytanie, piszcie śmiało!

Kallos (Serical?), Crema al latte - Krem mleczny

Opis producenta: Dzięki proteinom pozyskanym z mleka, krem wspaniale nadaje się do każdego rodzaju włosów, pozostawiając je delikatne i odżywione. Doskonały dla zregenerowania włosów osłabionych przez rozjaśnianie, farbowanie oraz trwałą ondulację.

Zastosowanie: nałożyć krem na umyte włosy i pozostawić przez chwilkę dla uzyskania lepszego efektu. Spłukać obficie wodą i nadać włosom pożądany kształt.

Pojemność: 1000 ml

Cena: ok. 10 zł na Allegro, 11,99 zł w Hebe

Słój pełen mleczny dobroci dla włosów

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipamytoylethyl Hydroxyethylomonium Methosulfate, Parfum, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG-5 Cocomonium Methosulfate, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydrolyzed Milk Protein, Hydroxypropyltrimonium Hydrolyzed Casein, Methylisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride.

Prawie jak prawdziwy budyń ;-)

Moja opinia: Zacznę od opakowania, gdyż jest to najsłabszy punkt tej imprezy, ale potem będzie już tylko lepiej ;-) Słój jest wielki i ciężki, a zakrętka ledwo się trzyma, więc stało się to, co się stać musiało i na samym początku naszej przygody wypadł mi z rąk, kiedy źle chwyciłam za samą nakrętkę i część maski straciłam. Poza tym jest nieszczelny i nie nadaje się do trzymania w łazience, ja maskę przekładam do opakowania po Biovaxie. Ale przynajmniej jest zabezpieczony folią, więc możemy być pewne, że nikt tam paluchów nie wtykał, w przeciwieństwie do masek Kallosa. Krem ma bajeczny, waniliowo-mleczny zapach budyniu, który utrzymuje się na włosach do kilku dni i staje się mocno wyczuwalny po zmoczeniu włosów. Jeśli chodzi o samo działanie, to jestem bardzo zadowolona. Używałam go przez cały maj dwa razy w tygodniu, trzymając go na włosach godzinę i zdecydowanie poprawił się ich stan, są nawilżone, łatwo się rozczesują, końcówki wyglądają zdrowo, dobrze się układają. Jeśli chodzi o wydajność, to przez leistą konsystencję jest mniej wydajny niż maski Biovaxa, mi na długie włosy starczy na około 16 użyć. Jedynym ale jest fakt, że strasznie ciężko wypłukać go z włosów, trzeba by chyba pod prysznicem stać pół godziny, żeby się pozbyć wszystkich resztek, ja po prostu myję jeszcze raz włosy szamponem. Źle wypłukany krem może sprawić, że włosy będą szorstkie i sztywne w dotyku, obciążone i matowe. Ja na pewno będę do niego wracać nie raz i szczerze wam polecam tę maskę!

20 komentarzy :

  1. Ta mniejsza to na pewno firmy Kallos ;) A przynajmniej dystrybutor to jest, a większej nie mam pojęcia ;o
    Bardzo lubię wersję 'mniejszą', więc chętnie spróbuję i tą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maski tej nie miałam ale zapewne za jakiś czas ją wypróbuję jak tylko skończę litrową maskę Sleek Line:) Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do siebie +dodaję do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie niestety się nie sprawdziła;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałam, że jestem jedyną osobą, której ta maska nie podeszła...

      Usuń
  4. Musisz jej strasznie dużo używać, skoro wystarczyła tylko na 16 użyć. Ja używałam jej tak samo cżesto i długo, dodatkowo oddałam 200 ml znajomej i nadal mam 2/3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widzę mam dłuższe włosy od ciebie o dobre 20 cm, więc pewnie to też dlatego, ale też nie nakładam maski w nie wiadomo jakich ilościach - tyle, żeby pokryła dobrze całe włosy.

      Usuń
  5. chyba się w końcu na nią skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy skończę arganową kurację do włosów z BingoSpa oraz maski z Alterry to skuszę się w końcu na Kallosa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam tą maskę :) ostatnio myję nią włosy tak jak szamponem i widzę mega zmianę :) włosy stały się bardziej lśniące i mięciutkie w dotyku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mam tą maskę w mniejszym opakowaniu i cieszę się, że nie kupiłam od razu litrowego słoja, bo u mnie spisuje się raczej średnio ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja właśnie kupiłam w Hebe małe opakowanie (takie z fioletową nalepką) i też się zastanawiałam, czy to jest to samo co Twoja litrowa. Składy się trochę różnią. Jutro będę używać po raz pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam go na swojej liście i napewno spróbuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam tą maskę. Za wszystko! Za działanie, dużą pojemność przy niskiej cenie. Zgadzam się, że czasem ciężko spłukać, ale poza tym produkt nie ma wad. Ja zużyłam 2 opakowania i będę zamawiać następne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę w końcu wypróbować tą maskę!

    OdpowiedzUsuń
  13. głęboko zastanawiam się nad zakupem tej maski i chyba to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam i niestety mi się szybko znudziła :-(

    OdpowiedzUsuń
  15. u mnie starcza na o wiele dłużej :D i u mnie łatwo się wypłukuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. a można nakładać ją czy w ogóle maski do włosów na nieumyte jeszcze włosy i dopiero potem myć? da takie same rezultaty czy może żadne wtedy? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń