środa, 30 stycznia 2013

Recenzja: TONY MOLY Egg Pore

Dzisiaj obszerna recenzja, bo aż trzech produktów od Tony Moly, które składają się na zestaw do walki z zanieczyszczonymi i rozszerzonymi porami. Ich opakowania są w kształcie jajek, każde w innym kolorze, czyli jednego z głównych składników aktywnych. Niestety są one bardzo niewygodne jak już wspominałam przy opisywaniu wrażeń jabłkowo-miodowego kremu nawilżającego tej samej firmy. Im bardziej lejąca się konsystencja produktu, tym mniejszy komfort użytkowania.


Krok 1: Blackhead Out Oil Gel


Opis producenta: Zawiera ekstrakt z jajka i magiczne kapsułki, które usuną martwy naskórek i sebum. Żelowy olej oczyści pory z pryszczy, zaskórników, usunie nadmiar sebum i brud. Kuracja przeznaczona do cery z problematycznymi porami pomoże oczyścić skórę, poradzi sobie z komórkami martwego naskórka, odżywi i ochroni skórę przed ponownym zanieczyszczeniem. Rozwiązuje wiele problemów i sprawia, że skóra będzie rozświetlona i oczyszczona. Ekstrakt z kwiatu kamelii wygładzi skórę bez podrażnień i oczyści głęboko osadzony w porach brud w delikatny sposób.

Sposób użycia: Nałóż delikatnie odpowiednią ilość produktu na nos. Masuj od 2 do 5 minut umytymi wcześniej rękoma. Spłucz letnią wodą.


Żel jest bardzo płynny, ucieka z pudełeczka na wszelkie możliwe strony, udało mi się też trochę wylać na podłogę trzymając jajko w ręku podczas nakładania, zanim się nie nauczyłam, że musi stać na stabilnej powierzchni podczas tej czynności. Ucieka także podczas nakładania wieczka, które ma chronić przed wysychaniem. Sama aplikacja jest bardzo przyjemna, kapsułki rozpuszczają się podczas masowania, a żel przybiera białą barwę w kontakcie z sebum. Spełnia swoje zadanie odblokowywania porów, ale nie czarujmy się, za jednym razem nie oczyści tych głęboko zanieczyszczonych, tutaj jest potrzeba regularna kuracja kilka razy w tygodniu. Chociaż już po pierwszym użyciu wizualnie widać efekty! Producent mówi, że produkt służy do oczyszczania nosa, ale ja go stosuję wszędzie tam, gdzie mam problem z zatkanymi porami - brodzie, czole, policzkach. Uwielbiam ten żel za efektywność, bardzo przyjemny zapach kamelii, delikatne działanie i nie podrażnianie - nie ma tutaj szorowania delikatnej skóry nosa ziarnkami jak przy peelingach oczyszczających. Na pewno zakupię go ponownie.


Pojemność: 30 ml
Cena: od ok. 31 na Ebayu


Krok 2: Tightening Pack

Opis producenta: Zmywalna maseczka, zawierająca ekstrkty z jajka i kwiatu kamelii, usuwa nadmiar sebum i brud oraz zwęża pory jako niezbędny element kuracji. Zawiera glinkę bentonite i kaolin, które absorbują brud i sebum z porów oraz dają efekt głębokiego oczyszczenia. Pozostawia skórę rozświetloną, oczyszczoną i gładką radząc sobie z wieloma problemami dotyczącymi porów. Zawiera Selemix AN, który specjalizuje się w wygładzaniu cery z problemami, ogranicza wydzielanie sebum i chroni skórę przed zanieczyszczeniem oraz odżywia skórę, aby była rozświetlone i czysta.

Sposób użycia: Delikatnie nałóż odpowiednią ilość na miejsca, gdzie występuje problem z rozszerzonymi porami. Odczekaj od 15 do 23 minut przed zmyciem. Zmyj zimną wodą, kiedy wyschnie.


Maseczka bardzo ładnie pachnie kamelią, spełnia swoje zadanie zwężenia porów, ale efekt oczywiście nie będzie stały. Konsystencja typowa dla maseczek z glinką, bezproblemowo się rozprowadza. Dużo lepiej też sprawdza się w jej wypadku opakowanie. Mimo bardzo pozytywnego wrażenia, jakie na mnie wyparła, zastanowię się ponownie nad jej zakupem, gdyż za tą cenę można w Polsce dostać dużo większą pojemność i z powodzeniem stosować po oczyszczeniu porów żelem.

Pojemność: 30 ml
Cena: od ok. 31 na Ebayu


Krok 3: Silky Smooth Balm

Opis producenta: Art Skin gel in this Balm type of primer hides loose pores, fine wrinkles and scars to give the skin smooth, soft and silky look. Porous power and Selemin AN combination manages excess sebum and takes care of loose pores and the level of oil. Helps the base make up to be applied smoothly. Additionally, Camellia Flower extract and Skin Growth Complex manage dead skin cells and excess sebum, strengten elasticity of skin for skin-tightening effects. 

Sposób użycia: Wklepać w pory lub wybrzuszenia na skórze.





Liczyłam na coś bardziej efektownego, ale cóż, nie ma co się łudzić, że nagle po cudownym kosmetyku będziemy mieć cerę niemowlaka ;-) Balsam przepięknie pachnie jak wszystkie produkty z tej serii, łatwo się rozprowadza i w pewnym stopniu ukryje rozszerzone pory, chociaż może przy tym skrócić trwałość podkładu czy BB kremu. Tutaj nie mogę się przyczepić do opakowania :P Jak przy maseczce, tutaj również nie jestem pewna, czy zamówię ten produkt ponownie.


Pojemność: 20 ml
Cena: od ok. 38 na Ebayu


Podsumowując całą serię, nie żałuję jej zakupu, oczywiście najbardziej spodobał mi się żel, który jest prawdziwym hitem, a pozostałe produkty są miłym uzupełnieniem. A co zrobić z tymi pięknymi opakowaniami, kiedy już nam się skończą produkty? Na to pytanie producent odpowiada w reklamie telewizyjnej:

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wyprzedaż w Tesco - kolorówka i dermokosmetyki

Doszły mnie słuchy, że w Tesco jest aktualnie duża obniżka cen kosmetyków, więc długo się nie zastanawiając postanowiłam się wybrać i sprawdzić, jak to wygląda w praktyce. Obniżki są tak naprawdę tylko w dziale Zdrowie i Uroda, który znajduje się tylko w kilku wybranych sklepach w Polsce, a według reklamy, ceny wybranych dermokosmetyków są obniżone nawet o 60 %. Największe obniżki są na firmę Nuxe, od ceny na półce - a wiele z nich jest już bardzo niska - przy kasie otrzymamy dodatkowy rabat 30%, a na Avene, Ducray, Galenic i Elancyl (swoją drogą wszystkie marki są jednego producenta) 25%, w dobrej cenie był też Lierac, przynajmniej o połowę taniej niż w Superpharm. Można też znaleźć produkty innych marek w dobrych cenach. Promocja trwa od 21 stycznia, do (jeśli dobrze zapamiętałam) 27 lutego. Asortyment był już dzisiaj mocno przebrany po tygodniu promocji, ale udało mi się znaleźć coś dla siebie.

Moje zakupy ;-)

Postanowiłam zakupić dość sporo kosmetyków marki Nuxe, raz ze zwględu na bardzo atrakcyjne ceny, a dwa, gdyż zainteresowały mnie już jakiś czas temu ze względu na naturalne składy. Niedawno zakupiłam suchy olejek tej firmy, ale jeszcze czeka w kolejce na swoją premierę ;)


1. NUXE, Perfection, Termoaktywna maska odblokowująca pory -  21,17 gr
2. NUXE, Creme Prodigieuse, Krem nawilżający i odżywczy do skóry suchej - 28,22 zł
3. NUXE, Nirvanesque, Krem pod oczy przeciw pierwszym zmarszczkom mimicznym - 21 zł


4. NUXE, Body, Olejek modelujący sylwetkę do walki z cellulitem wodnym + Suchy olejek Nuxe 30 ml GRATIS - 24,64 zł
5. NUXE, Body, 24-godzinny nawilżający balsam do ciała - 16,24 zł
6. NUXE, Reve de Miel, Ultraodżywcza pomadka do ust - 16,10 zł
7. NUXE, Body, Kremowy peeling pod prysznic - 18,90 zł


8. NUXE, Reve de Miel, Ultrakomfortowy krem do twarzy na dzień - 32,59 zł
9. LA ROCHE-POSAY, Hydraphase Intense Legere - 38 zł (niestety wersja Riche była w regularnej cenie 86 zł, ale miałam próbkę lżejszej wersji i bardzo mi się spodobał)


10. Klorane, "Kojący" żel pod prysznic - 9 zł
11. Klorane, Rozjaśniający balsam na bazie wyciągu z rumianku - 13,13 zł

Jak widać udało mi się wybrać dość sporo ciekawych produktów w cenach o ponad połowę niższych niż sugeruje producent, więc obiecane 60% jest. Jak przy każdej promocji trzeba patrzeć na daty ważności, najkrótszą ma żel pod prysznic, ale tutaj akurat nie ma problemu z szybkim zużyciem, balsam do włosów i Hydraphase Intense mają roczną datę ważności, więc też na pewno spokojnie zdążę je zużyć, a Nuxe najkrótszą datę ważności ma 19 miesięcy (oprócz gratisowego olejku, który został wyprodukowany ponad 3 lata temu, duży minus dla firmy za dawanie gratisów z bardzo krótką datą ważności), więc tutaj tylko kwestia otwarcia. Jak widać dzięki tej promocji udało mi się zakupić dermokosmetyki w cenach drogeryjnych preparatów, lub niewiele drożej. Promocja była również na kolorówkę, ale już bez takiego szału dla mnie - skusiłam się tylko na wodoodporną czarną kredkę Astora za 12 zł. Gratis dostałam kosmetyczkę Nuxe, o którą musiałam się prosić, gdyż pani która obsługiwała stoisko nie wpadła na ten genialny pomysł żeby coś dołożyć do moich, jak by nie było, sporych zakupów. Ekspedientka dysponowała też praktycznie zerową wiedzą o kosmetykach które sprzedawała. Nic dziwnego, że wszyscy twierdzą, że wyprzedają się z powodu planowanego zamknięcia - wielu klientkom zależy na profesjonalnej pomocy w doborze kosmetyku. Podsumowując, ceny - bomba, będzie bolało, gdy zechcę zakupić coś bez promocji, gdyż nawet na Allegro nie jest tak tanio. W przyszłości możecie się również spodziewać recenzji kosmetyków marki Nuxe.

Chciałabym wam też polecić rozdanie, w którym biorę udział:

 

piątek, 25 stycznia 2013

Pierwsze wrażenie: Tony Moly Red Appletox Honey Cream

Próbkę tego kremu dostałam jako gratis do zakupów, z czego bardzo się ucieszyłam, gdyż już wcześniej zastanawiałam się nad jego nabyciem. Niestety po dwukrotnym użyciu, na które ledwo starczyło z jednej saszetki (jest bardzo malutka, 1,5 ml, może 2 ml) wiem, że zupełnie mi on nie odpowiada.

Pełnowymiarowy produkt zapakowany jest w odkręcany słoiczek w kształcie jabłka, okrągła próbka również do niego nawiązuje. Niestety będąc posiadaczką serii jajek od Tony Moly, wiem, że te opakowania są totalnie niepraktyczne, mimo urzekającego wyglądu. Krem jest konsystencji lejącego się żelu w miodowym kolorze - kolejne nawiązanie do ekstraktów, więc niestety podejrzewam, że będzie się z jabłuszka wylewał i brudził całe opakowanie, jak żel do oczyszczania porów z jajka, gdyż mają podobną konsystencję. Nie pomoże również nakładka mająca za zadanie ochronę przed wysychaniem, gdyż gdy ją dociskam w jajku, produkt ucieka po bokach... Aby ułatwić aplikację w zestawie jest łyżeczka do nabierania kremu, ale jakoś zupełnie tego nie widzę, bo z pojemniczka nabieram na łyżeczkę, z łyżeczki nabieram na palce, więc i tak szansa na ubrudzenie duża. Poza tym gdzie ją odkładać po użyciu? Myć za każdym razem? Niestety nie mogę wam pokazać zdjęć, gdyż producent takowych nie udostępnia, ale zainteresowanych odsyłam do Google :)

Opis producenta: Ekstrakt z miodu Manuka z nowozelandzkich dziko rosnących drzew chroni i zapobiega rozwojowi bakterii. Mleczko pszczele ukoi skórę z problemami, polecane dla skóry wrażliwej. Propolis ma działanie antyoksydacyjne. Czarny miód jest bogaty w minerały i aminokwasy. Działanie nawilżające i odżywiające pozostawi skórę elastyczną i nawilżoną. Ekstrakty z kwasu jabłkowego wygładzą skórę.

Sposób użycia: Można nałożyć jak krem i wklepać do całkowitego wchłonięcia, bądź w większej ilości i wykonać masaż twarzy raz 1-2 razy w tygodniu.

Zastosowałam krem na noc i niestety ani po pierwszej, ani po drugiej aplikacji nie odczuwałam zadowalającego nawilżenia czy odżywienia, dodatkowo pozostawił on lepką warstwę na skórze. Zapach również nie przypadł mi do gustu, coś pomiędzy jabłkiem a miodem, w kierunku jabłka, a konkretnie jego skórki. Liczyłam na lepszy efekt, niestety się zawiodłam się i nie jest to produkt dla mnie. Ciekawi mnie jak sprawdził by się jako "masażysta" ale nie zainwestuję w całe opakowanie, żeby to sprawdzić.

środa, 16 stycznia 2013

Zimowe wyprzedaże 2012/2013 czyli portfelowe bankructwo ;-)

Dzisiaj będzie nie kosmetycznie, a ciuchowo, gdyż postanowiłam zapolować na zimowych wyprzedażach ^^ Większą część moich łupów widać na zdjęciu poniżej, tej zimy postawiłam na moje ulubione kolory: biały, kremowy, pudrowy róż, szary, czarny i odkrycie sezonu: bordowy! Raczej nie zdarza mi się kupować niczego w regularnych cenach, gdyż uważam, że są one mocno przesadzone, więc odkładam zasoby pieniężne właśnie na okres wyprzedaży. Nie śledzę na bieżąco wszystkich trendów modowych, ale lubię wiedzieć, co w trawie piszczy i czasami nawet zaglądam na jakieś blogi, ale też nie czuję potrzeby posiadania wszystkiego co akurat jest modne i co noszą blogerki, staram się wybierać to co naprawdę mi się podoba, w czym dobrze wyglądam i w czym się dobrze czuję :-) Stawiam na elegancję i dziewczęcość, latem zakochałam się w pastelach i koronkach, ale zimą wolę bardziej stonowane kolory.


Moja wycieczka po galerii skończyła się zakupami w trzech sklepach: Mohito, Reserved i Camieu. Chociaż staram się nie kupować bezkrytycznie wszystkiego w sklepie jednej marki, to w mój gust najbardziej trafił ten pierwszy, stamtąd wyniosłam też najwięcej rzeczy. Niestety zniesmaczyło mnie to, że podczas wyprzedaży na wieszakach jest bardzo dużo ubrań poprutych, uszkodzonych, a obsługa ich nie chowa, jakby z nadzieją, że ktoś je jednak kupi... Zazwyczaj czekam też przynajmniej do drugiego-trzeciego tygodnia przecen, może nie kupię wszystkiego co mi się podoba, ale też sporo zaoszczędzę ;-) A teraz chciałabym pokazać wam moje zakupy.

Zauważyłam, że w mojej szafie brakuje rozpinanych sweterków, więc postanowiłam to zmienić i oto efekt: szary sweterek MOHITO z uroczymi guziczkami-perełkami w złotej oprawce. Co najważniejsze, materiał nie rozchodzi się, gdy sweterek jest zapięty, co niestety bardzo często się zdarza. Zapłaciłam 49,99 zł, zamiast 99,99 zł.

Sweterek z 70% angory, w kolorze brzoskwiniowo-pudrowym, żeby zimą nie było tam buro i ponuro ;-) Cena wyjściowa to aż 129,99 zł, ja kupiłam go za 49,99 zł w MOHITO. Czasami nie wiem, skąd oni biorą te ceny...

Pudrowa lakierowana torebka MOHITO, 79,99 zł z 129,99 zł. To już moja trzecia pudrowa torebka, no ale przecież TAKIEJ jeszcze nie mam :P Niestety raczej dla mnie nie na daje się na co dzień, bo nie ma paska na ramię.

Kremowa bawełniana bluzeczka z koronką TOP SECRET, udało mi się za nią zapłacić 35,98 zł ze zniżką w sklepie internetowym. Zamówiłam ją też w wersji bordowej za całe 20,98 zł. Ceny z wysyłką ^^


Woskowane bordowe rurki z CAMIEU za 44,90 zł. Dziewczyny się zachwycały spodniami tego typu, przymierzyłam je w sklepie i zachwyciłam się i ja :D Tylko czemu są taaaakie długie, dlaczego polskie firmy nie wpadły jeszcze na ten genialny pomysł, żeby produkować spodnie różnej długości, jak np. firmy brytyjskie?

Baskina z ćwiekami, MOHITO, 39,99 zł. Baskinki pokochałam już dawno, a ćwieki całkiem niedawno.

Chociaż nie przepadam za wystrzępioną modą, ten sweterek spodobał mi się na tyle, że wykończenie mi nie przeszkadza. MOHITO, 69,99 zł.

Jakoż, że ostatnie rękawiczki które uwielbiałam udało mi się zgubić (chlip, chlip), zaopatrzyłam się w dwie nowe pary, zamszowe szare z MOHITO za 29,99 zł i czarne skórzane z CAMIEU w tej samej cenie.

Uwielbiam długie sweterki ze zwierzęcymi motywami! Przygarnęłam więc dalmatyńczyka z MOHITO za 39,99 zł. Z tyłu oczywiście tył dalmatyńczyka, kupiłam całego psa, nie tylko pół :D

Mega dziewczęco, perełkowe zapięcie, koronka, delikatna mgiełka, ale nie prześwituje, kocham bluzkę i cenę, 29,99 zł w RESERVED.

Elegancka wersja bordowej baskinki z kołnierzykiem z MOHITO, 49,99 zł.

Nie z przeceny, chociaż dali pomarańczową metkę dla zmyłki, żakiet w kolorze herbacianego różu z BERSHKI za 79,99 zł. Polubiłam go za to, że ma wąskie rękawy i nie odstaje przy moim małym biuście.

Zwykła biała koszulka, ale nie taka co powiewa na każdą stronę, tylko przylegająca do ciała i bez żadnych aplikacji, idealna pod żakiet, RESERVED 14,99 zł.

 Czarny sweterek z delikatnie łódkowym dekoltem, MOHITO 29,99 zł.

Sweterkowa kremowa bluzeczka MOHITO, 39,99 zł. Elegancko i wygodnie.

No, to na razie będzie wszystko, portfel i tak już mocno zeszczuplał, chociaż nie wykluczam, że sprawdzę, czy nie trafią się jeszcze jakieś perełki w okazyjnych cenach za 2-3 tygodnie :P Czy spodobał wam się mój styl? Znalazłyście coś, co chciałybyście mieć w swojej szafie? Dajcie znać, czy i was dopadło zakupowe szaleństwo ;-)

czwartek, 10 stycznia 2013

Recencja: Etude House Sleeping Pack #Pore Tightening

Dzisiaj recenzja sleeping pack, czyli maseczki na noc od Etude House. Maseczka występuje w 3 wersjach: rozświetlająca, nawilżająca i zwężająca pory. Ja wybrałam ostatni wariant, mając nadzieję, że jeśli nie na stałe, to może chociaż chwilowo uda się zwalczyć mój problem z rozszerzonymi porami w strefie T i na policzkach oraz aby uzupełnić moją kurację przeciwtrądzikową.

Maseczkę nakładamy na oczyszczoną twarz na noc, producent zaleca nosić ją przez 10 godzin. Rano maseczkę należy zmyć. Zapach jest bardzo delikatny i przyjemny, konsystencja białego kremo-żelu. 120 ml ukryte jest w poręcznej tubce, która dobrze się zamyka, chociaż ja i tak wolałabym dozowniczek z pompką ^^ Opakowanie powinno starczyć na 1-2 miesiące conocnego stosowania, zależy od zużywanej ilości na jedno nałożenie.


Spotkałam się z opiniami, które mówią, że aby maseczka była skuteczna, należy nałożyć grubą warstwę. U mnie się to zupełnie nie sprawdziło, poza tym i tak większość wylądowałaby na poduszce :) Ja nakładam cienką warstwę, która wchłania się po 3-4 minutach. Niestety zauważyłam, że po ok. 1-2 godzinach od nałożenia pory mam jeszcze bardziej rozszerzone niż zwykle, jakby maseczka rozpulchniła cerę, przez co staje się ona podatniejsza na zanieczyszczenia... Mimo to, rano pory są faktycznie mniejsze! Ale oczywiście nie jest to efekt na stałe, chociaż po miesiącu stosowania maseczki co noc zauważyłam delikatną poprawę w stanie moich porów. Zapewne jest to zasługa alkoholu w składzie, który ściąga naszą skórę, chociaż sam efekt ściągania nie występuje podczas stosowania maseczki. Działa on też również matująco, dzięki czemu rano cera nie jest pokryta warstwą sebum i nie świeci się, co jest dużym plusem tej maseczki. Wiem, że jest dużo przeciwniczek alkoholu w składzie kosmetyków, gdyż wysusza on skórę, ale akurat w tej maseczki mi osobiście on nie przeszkadza. Podsumowując, maseczka jest w porządku, ale mega rewelacji nie ma, więc raczej nie zakupię jej ponownie, chociaż to na pewno nie jest koniec mojej przygody z sleeping pack! Na noc wolałabym coś bardziej regenerującego, więc myślę, że następna będzie maseczka miodowa :)


Postanowiłam wziąć udział w kilku rozdaniach kosmetyków, które wam też gorąco polecam!




 

sobota, 5 stycznia 2013

Recenzja: SKIN79 A.C. Clinic Skin Renewal Vita Cream


Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o jednym z moich najlepszych i najukochańszych koreańskich zakupów :) Jest to krem A.C Clinic Skin Renewal Vita Cream firmy Skin79, znanej głównie z BB kremów. Jest to krem przeznaczony do cery trądzikowej, wrażliwej i wysuszonej. Od zawsze borykałam się z trądzikiem, przetestowałam mnóstwo kosmetyków do cery z problemami i jest to krem który jako pierwszy w pełni sprostał moim oczekiwaniom.

Obietnice producenta:
Eliminuje czynniki powodujące problemy skórne i skutecznie je leczy. Wzmacnia strukturę skóry i jej witalność oraz chroni przed szkodliwym otoczeniem. Jest rozwiązaniem na czystą cerę, został wyposażony w antytrądzikowy system ochronny, aby radzić sobie z tymi problemami. Zawiera naturalne składniki aktywne, wyselekcjonowane ze względu na ich skuteczność i działanie. Produkt stworzony specjalnie z myślą o cerze trądzikowej i wrażliwej.
Zawiera opatentowane składniki, olej Unshiu i ekstrakt Portulaca działające przeciwtrądzikowo, witaminę C i lecytynę, rewitalizujące i odżywiające cerę suchą i zmęczoną. Nie pozostawia lepkiej powłoki, wygładza i nawilża, Phyto Pure Complex zawiera olejek z drzewa herbacianego, Houttuynia Cordata Powder i Argirelin zadbają o szorstką i podrażnioną cerę i pozostawią ją lśniącą i zdrową.

(musicie mi wybaczyć to kiepskie tłumaczenie, mam nadzieję, że idzie się połapać co i jak)


Kremik schowany jest w bardzo wygodnej buteleczce z aplikatorem, którą możemy odkręcić i bez problemu wydobyć resztki kremu, a nawet wykorzystać ponownie po zużyciu kremu :) Konsystencja jest lekka, zapach świeży, bardzo delikatnie owocowy, zapewnie ze względu na zawartość wielu wyciągów z owoców. Największe trzy plusy kremu to to, że nie wysusza, nie zapycha porów i działa! Przez wiele lat chcąc, nie chcąc stosowałam kosmetyki na trądzik i po wszystkich tych kuracjach moja cera jest strasznie przesuszona, więc krem przeciwtrądzikowy który nie wysusza to dla niej prawdziwe zbawienie. Po nałożeniu kremu czuję przyjemne uczucie ukojenia, nawilżenia i łagodzenia podrażnień. Krem działa również przeciwtrądzikowo, gdyż po kuracji antybiotykiem używam tego kremu na noc i BB kremów na dzień i wypryski zdarzają się naprawdę, naprawdę rzadko i szybko znikają :) Nie ma też efektu rozszerzenia porów, który zaobserwowałam po wielu innych kosmetykach, również tych aptecznych :( Zawiera mój ukochany olejek z drzewa herbacianego, który w czystej postaci stosuję punktowo na wypryski, co moim zdaniem jest lepsze, niż jakikolwiek sztyft punktowy. Poza tym posiada mnóstwo innych wyciągów i olejków z naturalnych składników. Nie zgodzę się tylko z tym, że nie pozostawia tłustego filmu, u mnie niestety tak się dzieje, ale to raczej zasługa właśnie tych wszystkich olejków, poza tym krem dobrze się wchłania i mimo delikatnej tłustej powłoczki, cera nie pokrywa się warstwą sebum. Muszę tu zaznaczyć, że moja cera ciężko cokolwiek przyswaja, po większości kremów na twarzy pozostaje mi tłusty film, ale nie jestem pewna, czy jest to krem dla osób o bardzo tłustej cerze.

   Zabezpieczenie firmy Skin79, potwierdzające autentyczność kremu.
Z czystym sumieniem mogę wam polecić ten krem, zarówno osobom o cerze z problemami trądzikowymi jak i tym, które czują dyskomfort, przesuszenie, ściągnięcie czy podrażnienie. A może któraś z was używała już tego kremu, albo innego produktu z tej serii? Podzielcie się waszymi opiniami :)